Recenzje

2018-06-15
Belly - "Dove"
23 lata od wydania ostatniej płyty studyjnej z nowym krążkiem powróciła amerykańska grupa Belly.
Wykonawca: Belly
Wytwórnia: Belly Touring
Rok wydania: 2018

Grupa Belly zawsze pozostawała gdzieś w cieniu formacji Throwing Muses, The Breeders i Pixies. Wymieniam te nazwy nieprzypadkowo, gdyż liderka Belly, Tanya Donelly, udzielała się w dwóch pierwszych z wymienionych bandów, zaś sam zespół nie tylko wydał dwa albumy w wytwórni 4AD dla której nagrywały te trzy kapele, ale także był mocno z nimi kojarzony na płaszczyźnie muzycznej. Belly miało na koncie sukces jakim była Złota Płyta w USA za sprzedaż debiutanckiego albumu "Star" z 1993 roku, ale było to jedyne znaczące osiągnięcie w krótkotrwałej działalności grupy. Zaledwie 6 lat po powstaniu, w 1996 roku, formacja zakończyła działalność. Tanya Donelly zaczęła działalność solową i wydała kilka udanych płyt. Gdy nazwę Belly przykrył kurz zapomnienia, dokładnie w 20 rocznicę zakończenia działalności, świat obiegła informacja, że zespół reaktywował się i to w tym samym składzie, co dwie dekady temu. Owocem wznowienia działalności przez Belly jest album "Dove". 


Słuchając tej płyty nie można się oprzeć wrażeniu, że jest ona stworzona głównie z myślą o najwierniejszych fanach Belly i słowem-kluczem jest tu "nostalgia". Nie ma tu (i chyba nikt tego nie oczekiwał od tego bandu) żadnej rewolucji w brzmieniu. Osoby pamiętające i ceniące albumy "Star" oraz "King" z połowy lat dziewięćdziesiątych znajdą na "Dove" kontynuację tamtych klimatów. Piosenki z nowej płyty to przede wszystkim fajne, wpadające w ucho melodie podlane gitarowym alternatywnym rockiem. W kilku kompozycjach jest nieco ostrzej, a i Tanya Donelly w swoim śpiewie robi się drapieżna, ale i jest na "Dove" miejsce na zwolnienie tempa, pojawiają się dźwięki gitary akustycznej, pianino (np.delikatny zamykające płytę utwór "Heartstrings"). Niespodzianką jest udany flirt Belly z muzyką country w "Artifact". 

"Dove" to taki "bezpieczny" album dla tych, którzy wychowali się na początku lat 90-tch na programie "MTV's 120 Minutes". Bezpieczny, gdyż Belly zamknęło się na tym krążku na wszelkie ryzyko, nowe trendy. Nagrali coś, co już kiedyś się sprawdziło i przyniosło tej grupie krótkotrwały splendor. I dobrze, że Tanya Donelly i jej ekipa nie kombinowali, gdyż "Dove" to po prostu kawałek fajnego, odprężającego słuchacza rockowego grania. Płyta na pewno nie trafi do kanonu sceny alternatywnej, nie będzie też wymieniana jako najwybitniejsze dokonanie Belly, ale trzyma poziom i może się podobać. 

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load