Recenzje

2018-06-26
Kasia Kowalska - "Aya"
Długo fani Kasi Kowalskiej musieli czekać na nowy album. Od „Antepenultimate” minęło blisko 10 lat. W połowie 2016 roku radosna nowina. Nowy singiel – „Aya”. Bardzo dobry zresztą. Nadzieja na to, że może niedługo nowa płyta. To „niedługo” trwało dwa lata.
Wykonawca: Kasia Kowalska
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2018

W końcu miłośnicy się doczekali. Dziewiąty album studyjny Kowalskiej. 11 utworów i dwa bonusy. Płytę zaczyna wspomniany już bardzo udany utwór tytułowy. Energetyczny, z optymistycznym przesłaniem. Sporo na albumie ładnych, dobrych piosenek. Jedne lżejsze w brzmieniu („Teraz kiedy czuję”, „Czas się kurczy”). Inne bardziej nostalgiczne, spokojniejsze („Czerń i biel”, „Miłosne zbrodnie”). Mamy też utwór z rockowym, agresywnym pazurem – mam tu na myśli „Krew ścinanych drzew”. W tekstach mniej jest smutku, a więcej refleksji dotyczących życia.


Słychać w utworach wpływy podróży artystki po całym świecie. Choćby w „Alannah (tak niewiele chcę)”. Folkowe klimaty, banjo, klimat Ameryki. Jednym z bonusów jest angielska wersja tego utworu – „Somewhere Inside”, do której tekst napisała Alannah Myles. Dograła ona zresztą do tej wersji chórki. Drugi bonus to akustyczna wersja „Teraz kiedy czuję”.

Najlepsze utwory na płycie? „Dla Taty” - piękny hołd Kowalskiej dla swojego ojca, który zmarł w zeszłym roku. Dowód na to, że przejmujący nie oznacza od razu dojmująco smutny w warstwie muzycznej. I „Tam, gdzie nie sięga ból” – bardzo, bardzo ładna i nostalgiczna ballada.

„Aya” jest dobrą wiadomością dla fanów Kasi Kowalskiej. Dalej potrafi tworzyć melodyjne i – co ważniejsze – dobre i ciekawe utwory. W swoim stylu i będąc wierną sobie.

 

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load