Recenzje

2018-06-27
Gang Gang Dance - "Kazuashita"
Nowy album nowojorskiej formacji Gang Gang Dance to kolejna "perełka" w bogatym katalogu kultowej wytwórni 4AD.
Wykonawca: Gang Gang Dance
Wytwórnia: 4AD / Sonic Records
Rok wydania: 2018

Muzyka potrzebuje powiewów świeżości. Niekoniecznie rewolucji, ale pojedyńczych płyt, które czuć jak letni promień słońca na skórze, lub zapach po wieczornym deszczu. Takich, które nie zmieniając panujących zasad pokazują, jak jeszcze można je wykorzystać, aby wzbudzić zainteresowanie. Takich płyt jak „Kazuashita” nowojorskiej formacji Gang Gang Dance. Nazwa tego kolektywu mówi, wbrew pozorom, bardzo dużo. Jest dziwacznie, jest tanecznie, jest wreszcie pewien nieokreślony pierwiastek japoński, wręcz J-popowy, z całą jego słodyczą i egzotycznością. Do tego poczucie humoru i pokaz niepokornej, kreatywnej siły, która odważnie eksperymentując z kompozycją rodzi przeboje.

Dźwięki zgromadzone na „Kazuashita” budzą wiele pozytywnych skojarzeń. Dużo tu sampli przemieszanych z melodiami i słodkim wokalem Lizzi Bougatsos. Dużo tu nieprzewidywalności i szalonej karuzeli głosów i odgłosów, jakimi sławią się chociażby Panda Bear lub The Avalanches. Przede wszystkim, panują tu pokiereszowane, współczesne rytmy, stawiające na kliniczną czystość, futurystyczną przebojowość i bardzo teraźniejsze, kapryśne udziwnienie muzyki. Jak wiele współczesnych produkcji, tak i „Kazuashita” brzmi, jakby ułożyły i nagrały ją dzieci. Ich wyobraźnia nie zna granic, podziałów, rozsądku, ani słownikowych pojęć estetyki, sztuki, kiczu i absurdu.

Wszystko to doskonale przekłada się na nieskrępowaną energię i radość, jaka bije z „Kazuashita”. To doskonała muzyka towarzysząca w świecie jednostek połączonych globalną siecią informacyjną. To ścieżka dźwiękowa naszego wielkomiejskiego życia, ze wszystkimi jego aromatami i barwami. To sztuka ze snu, gdzie granice poszczególnych piosenek zacierają się do jednolitego, nielogicznego potoku koncepcji. To muzyka, jaką odnajdziemy spacerując po zatłoczonym Tokio, gdzieś w blasku fluorescencyjnych drinków i tańczących billboardów reklamowych. Innymi słowy, „Kazuashita” to kolejny, cudowny poligon dla wyobraźni, która sama podpowiada obrazy, jakie indukuje muzyka.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load