Recenzje

2018-06-29
Nine Inch Nails - "Bad Witch"
Trent Reznor wydał ostatnią, według naszego recenzenta Jakuba Oślaka, najlepszą część w trylogii ep-ek.
Wykonawca: Nine Inch Nails
Wytwórnia: The Null Corporation
Rok wydania: 2018

15 sekund. Tyle dzieli „Bad Witch” od formalnego bycia EP-ką, trzecią w trylogii krótkich płyt, jakimi Trent Reznor raczy nas raczy od dwóch lat. Tymczasem, wyszedł album; a w raz z nim pewien dylemat w ocenie. Jak na album NIN – słabiutko; natomiast, spośród wspomnianych EP-ek, „Bad Witch” jest zdecydowanie tą najlepszą. Utwory są bardziej dopracowane i „konkretne”. Nie przypominają szkiców, lub niedokończonych pomysłów, jak miało to miejsce na „Not the Actual Events” oraz „Add Violence”. Jest eksperyment, ale wraz nim jest też wizja. Każdy utwór porusza inne terytoria, nietypowe dla dotychczasowych nagrań NIN. Skojarzenia z muzyką do filmu przechodzą wręcz same. Jest tu zarówno coś z przebojowego industrialu/gotyku w stylu Sisters of Mercy, jak i hipnotycznych rytmów krautrocka. Jest dużo elektroniki drylującej membranę jak Aphex Twin, jak i sporo szalejącego saksofonu. Wreszcie, są momenty w klasycznym stylu industrialnym, wręcz dark ambientowym, gdzie muzyka maszyn przekształca się w ponurą fototapetę niszczejącego świata. 30 minut i 15 sekund jest tu dobrze zagospodarowane. Tylko o co tym razem chodzi Reznorowi?


Mówiąc szczerze, nie wiem. On sam chyba też nie, jako że jak przyznaje, trylogia EP-ek nie była rozplanowana, lecz wyszła spontanicznie. Czy ten wpływowy artysta daje sygnały dymne przed nadchodzącym, pełnowymiarowym i monumentalnym kataklizmem? A może w świecie, gdzie ludzka uwaga jest coraz krótsza, takie „szybkie piłki” mają swój czas i rację bytu? Nie ulega wątpliwości, Reznor jak zwykle kombinuje. Chwali mu się to, że odważnie sięga do szerokiej puli tematów i nie ogląda się za siebie pytająco – Czy to już brzmi jak NIN, czy jeszcze nie? W tym właśnie tkwi sedno „Bad Witch”, która nie brzmi jak NIN, lub przynajmniej nie jak typowe NIN. Doskonałą wiadomością dla słuchaczy jest też rozpiętość tematyczna tych utworów, z których każdy brzmi jak zupełnie odmienna wersja wydarzeń tej samej bajki. To kawałek broczącego smarem serca Reznora, który wystrzelił z rozgrzanego mechanizmu i wylądował u naszych stóp, jeszcze tętniąc i parując. Co dalej z tego wyniknie? Reznor niewątpliwie przykuł uwagę. Pierwsze dwie EP-ki były w najlepszym razie średnie; „Bad Witch” to znaczący krok naprzód. Tylko dokąd? Może donikąd? Zobaczymy.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load