Recenzje

2018-07-20
Gazpacho - "Soyuz"
Norwegowie z Gazpacho objawiają światu swoje nowe, długogrające dzieło, które jeszcze donośniej i dobitniej niż wszelkie poprzednie wymyka się prostym podziałom.
Wykonawca: Gazpacho
Wytwórnia: Kscope
Rok wydania: 2018

Muzykę tego zespołu przywykło się wrzucać do garnca z wywarem prog-rockowym; jednakże, dużo straci ten, komu trywialna łatka przysłoni oczy i uszy na tą piękną, delikatną, a przede wszystkim nowatorską płytę. O muzyce Gazpacho zwykło się mawiać, że mają dług wdzięczności zarówno u Marillion, jak i Radiohead – i to porównanie nadal obowiązuje. „Soyuz” to chwila uchwycona w nirwanie nieważkości, tam gdzie obowiązują inne zasady fizyki, a sfera emocjonalna zostaje poddana ekstatycznemu natężeniu.


„Soyuz” jest płytą, która zapisuje się w pamięci słuchacza w bardzo specyficzny sposób. Bardziej niż konkretne melodie czy słowa, rejestrujemy jej efemeryczność – chwilę radości, która ulatuje jak babie lato w przestrzeni kosmicznej. Jej melancholijna subtelność, wsparta wspaniałym głosem Jana-Henrika Ohme, każe rozpatrywać ją w innych kategoriach, niż sztampowy prog-rock. Jest tu zarówno coś z kosmicznego rozmachu Muse, jak i skupionych, post-rockowych krajobrazów. To kierunek, w którym Norwegowie celują już od kilku krążków: mniej skomplikowanych struktur, więcej emocji i prostego piękna. To wszystko zbudowane na symbiozie elektroniki i gitar, wyczuciu i smaku.

Chociaż „Soyuz” należy rozpatrywać wyłącznie jako całość, na szczególną uwagę zasługuje pewna konkretna piosenka. „Emperor Bespoke”, bo o niej mowa, to rzecz na przebój. To złożona, harmonijna kompozycja, która z pewnością szybko zyska sympatię fanów na koncertach. Ohme osiąga na niej swoje wyżyny wokalne, a gracja muzyki momentalnie ustawia ją jako oś albumu. Nie potrafię myśleć o „Soyuz” inaczej, jak o płycie pięknej i skromnej, gdzie urok i kruchość kompozycji zderza się ze wznoszącą falą uczuć i emocji. To nie jest krążek jeden z wielu, lecz triumf. Gazpacho ponownie udowodnili, jak pomysłowo i nowatorsko da się wciąż podchodzić do koncepcyjnego rocka.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load