Recenzje

2018-07-23
Body/Head - "The Switch"
Kim Gordon i Bill Nace ponownie usiedli do swoich gitar, aby wydobyć z nich dźwięki dziwne, niepokojące, a jednocześnie kołyszące i usypiające.
Wykonawca: Body/Head
Wytwórnia: Matador / Sonic Records
Rok wydania: 2018

Po definitywnym opuszczeniu Sonic Youth, Kim realizuje swój plan, który w rezultacie mocno od SY nie odbiega. Nadal manipulujemy gitarami, jednak głównym „instrumentem” są tu stosy efektów: delaye, rewerby, sprzęgła, loopy, itp. To one stanowią na nowej płycie Body/Head oś wszelkiego działania; gitara jest tylko źródłem surowca – dźwiękowych impulsów, które następnie mutują w pasma cichego hałasu, bardzo bliskiego temu, z czego słyną Shellac, Swans czy Sunn O))). Kobieca subtelność Kim, oraz wiele lat doświadczenia w pracy studyjnej, nie pozwalają jednak na to, aby „The Switch” przepadł w wodospadzie zbliżonych tematycznie noise-rockowych nagań. W tym brzmieniu drzemie duży potencjał, chociaż na pierwszy rzut ucha nie jest on ani jasny, ani oczywisty.

Klinicznych eksperymentatorów zajmujących się alternatywnymi możliwościami gitary było przez dekady bardzo wielu. Poczynając od Terry’ego Riley, przez Eno i Frippa i Manuela Gottschinga, przez Thurstona Moore’a i Kevina Shieldsa, aż po Aidana Bakera i Jonny’ego Greenwooda. Wszyscy oni wkładali gitary w imadła, rozkładali na kawałeczki i zmuszali do śpiewu i krzyku, o jakim Robert Johnson i Les Paul nawet nie śnili. Body/Head to moment, w którym gitara z obiektu fascynacji staje się królikiem doświadczalnym, skazanym na tortury w poszukiwaniu światła.


„The Switch” to miejsce, w którym wywoływane są duchy – niepokorna i niepowstrzymana moc dźwięku, rozpuszczającym się w powietrzu jak gaz, trującym zmysły i przenoszącym je do innych przestrzeni. Jednocześnie, to nie jest dziki, nieposkromiony hałas, jaki wydaje z siebie chociażby Merzbow. To próba okiełznania tego hałasu, zarzucenia mu siodła i lejców, i nakierowania go na galop w kierunku zachodzącego słońca.

„The Switch” jest płytą równie dziwaczną, co trzeci sezon „Twin Peaks”. Nie jest piękny i urzekający, nie sprawia, że ludzie zamykają oczy zanurzeni w marzenia senne. To dźwiękowa transmisja gdzieś z czarnej dziury, która pochłonęła normalną muzykę, melodie i instrumenty. To echa wczesnego Tangerine Dream, którzy chociażby na „Zeit” usiłowali przetłumaczyć mowę kosmicznej nieskończoności na język ludzki. „The Switch” ponownie sprowadza ów kosmos i zamyka go w ciemnym, dusznym przedpokoju, prowadzącym do pomieszczeń w których działo się dużo złego. To muzyka dla sympatyków brzmień dark ambient, typu Lustmord czy Lull, którzy lubią zanurzyć się w wymiar koszmarów sennych, wizji piekła, bólu i strachu. Jednocześnie, „The Switch” to muzyka instrumentów, które grają samodzielnie, przemawiając we własnym, niezrozumiałym dla ludzi języku. To dźwięki końca, zarejestrowane przez aparaturę, gdy wszyscy muzycy zeszli już ze sceny.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load