Recenzje

2018-07-25
Pram - "Across The Meridian"
Dobra wiadomość dla sympatyków Pram – jazzujący elektronicy z Birmingham powrócili po 11 latach milczenia, przynosząc nam album, o którym można napisać: nihil novi.
Wykonawca: Pram
Wytwórnia: Domino Recording Company / Sonic Records
Rok wydania: 2018

I to jest właśnie ta dobra wiadomość. Pram należą do tych zespołów, kolektywów muzycznych, innowatorów rocka, jazzu i elektroniki, którzy nie chcemy, aby się zmieniali. Oni już zdążyli wypracować swój rozpoznawalny i gromadnie podrabiany styl, którego eksplozja przypadła na przełom tysiącleci. To był właściwy czas na takie „nowe brzmienia”; wtedy rządził acid jazz, kolaże sampli, rytmu i żywych instrumentów, szeroko rozumiana leftfield electronica. Wtedy też Pram, obok Stereolab czy Broadcast wprowadzili do gry swój ciepły acz niepokojący sound, który do dziś wymyka się łatwym podziałom.

W muzyce Pram nic nie jest pewne. Czy dźwięki które słysze są prawdziwe, czy to tylko nagranie? Czy to żywe instrumenty, a może obracające się zdarte płyty? Wszystkie i tak trwają w symbiozie, dodatkowo traktowane klinicznymi samplami i efektami. „Across the Meridian” to kontrolowany sen na jawie, w warunkach laboratoryjnych; to dźwiękowa psychofarmakologia, której obiekt badań szybko traci orientację w tym co realne a co urojone i gdzie znajduje się wyjście z tego koszmaru. Fascynującego koszmaru, albowiem Pram i na to nie udziela odpowiedzi: czy jest to brzmienie łagodne i ciepłe, czy też niepokojące i odurzające? W zasadzie wszystko po trochu. „Across the Meridian” to kolaż pod kątem kompozycyjnym, stylowym, jak i nastrojowym. Niełatwy, acz wyborny.

Potencjał ilustracyjny muzyki Pram jest niepodważalny. Mało tego, „Across the Meridian” nie wymaga żadnego obrazu, aby uruchomić dźwiękami wyobraźnię i pobudzić ją do pełnych obrotów. Stare, radzieckie dobranocki? Westerny z NRD, albo włoskie horrory z lat 70.? Science-fiction na pluszowych fotelach w studiu Se-Ma-For? Wszystkie to, jak i wiele więcej usłyszymy w muzyce Pram, której największym zwycięstwem jest brak filozofii, brak wyjaśnień; tu żyje i czaruje muzyka, i nie ma takiej pary uszu, na których nie wywrze ona wrażenia. Future jazz, acid lounge – to wszystko marketingowe łatki, ale jakże tu pasujące. Cieszy mnie, że stare „nowe brzmienia” na powrót zapuszczają korzenie w teraźniejszości, która pod kątem muzycznym nigdy nie była bardziej żyzna.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load