Recenzje

2018-08-10
Years & Years - "Palo Santo"
Zespół Years & Years wrócił z drugą płytą. Niemal równo trzy lata po debiutanckim krążku „Communion”.
Wykonawca: Years & Years
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2018

Zespół Years & Years wrócił z drugą płytą. Niemal równo trzy lata po debiutanckim krążku „Communion”. Olly Alexander i jego kompani cieszą się coraz większą popularnością w Polsce. Niedawno koncert na Open’erze, w przyszłym roku koncert na warszawskim Torwarze. A na nim zapewne pojawią się utwory z najnowszego wydawnictwa. Czas sprawdzić, co znajdziemy na „Palo Santo”.

Od razu chciałbym ostrzec, że może ze mnie wyjść tutaj „stary rockowy dziad”. Może i metrykalnie tak nie jest, ale pod innymi względami mogę to uzasadnić. Ale obiecuję, że nie będzie tu tylko narzekania. Bo nie będę narzekać na przykład na otwierający całość „Sanctify”. Fajny utwór łączący plemienne rytmy z soulowymi wpływami. Dużo na tym albumie utworów, które na wakacje będą jak znalazł. Na pierwszy rzut oka jako utwór od czapy w jedenastoutworowym zestawie wygląda „If You’re Over Me”. Ale plumkające dźwięki i słodkość sprawiają, że ma w obecnych czasach duże szanse na bycie przebojem. I już takim się stał.

Skoro o utworach na wakacje, to do tej kategorii możemy tez zaliczyć taneczny, klubowy „Hallelujah”, przebojowe aż do bólu, elektropopowe „All For You”, „Rendezvous” i „Preacher” czy „Karma” przypominająca wokalnie utwory Justina Timberlake’a. Fajnie słucha się „Lucky Escape”. Tytułowy utwór z płyty pokazuje bardziej obraz alternatywnego popu. Na tym tle wyróżniają się brzmieniowo „Hypnotised” z delikatnym podkładem czy króciutkie zamknięcie płyty –  „Here”.


Trzeba jeszcze wspomnieć o tym, że osoby, które zechcą zapoznać się z wersją deluxe dostaną trzy dodatkowe utwory: „Howl” z trochę dziwnym – jak się dobrze wsłuchamy – brzmieniem, „Don’t Panic” oraz najciekawszy z całej trójki „Up In Flames” z brzmieniem retro. Nie można też nie napisać o tym, że Olly Alexander otwarcie śpiewa o swoim homoseksualizmie. Coś, co jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu byłoby nie do pomyślenia. Ten album jest manifestem światopoglądowym i też należy to podkreślić.

„Palo Santo” to płyta z utworami na wakacje. Popowymi, przebojowymi. Ale też z interesującymi momentami. Pewnie gdyby nie to, że są wakacje, to może jeszcze bardziej wyszedł by ze mnie „stary rockowy dziad” i bym jeszcze bardziej krytykował, ale pora roku też działa obecnie na korzyść tego albumu. Ale tak w sumie, jeśli obraz współczesnego popu ma być taki jak na płycie „Palo Santo”, to nie jest tak źle.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load