Recenzje

2018-08-13
The Cure - "Mixed Up (reedycja)"
Album z remiksami utworów The Cure wydany pierwotnie w 1990 roku doczekał się rozbudowanej reedycji w 28 lat po premierze.
Wykonawca: The Cure
Wytwórnia: Fiction / Universal Music Poland
Rok wydania: 2018

Historia albumu Mixed Up jest nierozerwalnie związana zarówno z gigantycznym sukcesem komercyjnym, jaki The Cure osiągnęli w latach 89/90, jak i z ówczesną eksplozją sceny klubowej (acid house, rave). Dzięki albumowi Disintegration, promowanego przez niepodzielnie rządzącą MTV, The Cure znaleźli się na szczycie swojej popularności: wyprzedane stadiony na trasie koncertowej, wszechobecne przeboje („Lullaby”, „Lovesong”), ikoniczność Roberta Smitha i deszcz nagród od maszyny pop-kultury. To musiało kosztować; wyczerpanie trasą Prayer Tour, depresja i izolacja Smitha, rozczarowanie skalą popularności, problemy z alkoholem i narkotykami, kłótnie w zespole (odszedł Roger O’Donnell, wyrzucony Lol Tolhurst). A przecież jeszcze przed nagraniem tego albumu nie było wesoło. Smith właśnie skończył 30 lat i uznał, że jest to ostatni dzwonek, aby stworzyć wielki i niezapomniany album rockowy o jakim zawsze marzył. I to mu się udało. Natomiast to, czego nie wkalkulował to status stadionowej światowej super-gwiazdy, do jakiego zespół wywindował po wydaniu swojego opus magnum.

Tymczasem, w brytyjskich i amerykańskich klubach, rozkwitła zupełnie inna scena i muzyka, niż ta, którą prezentowali The Cure. House, acid, rave, cały ten Madchester, pigułki ekstazy i imprezy w klubie Hacienda. Tam królowały nie ikony rocka, lecz muzyka – elektroniczna, anonimowa, radosna i taneczna, prezentowana przez DJ’ów w formie kalejdoskopowych miksów i remiksów. Doskonale w tą kulturę wpisali się chociażby New Order, których metamorfoza z ponurego Joy Division bardzo imponowała Smithowi. On również chciał, aby muzyka The Cure przybrała formę maxi-singli, czyli rozbudowanych miksów znanych przebojów, powstałych z myślą o DJ’ach, imprezach, klubach i oszalałym tańcu. Dużo ówczesnych gwiazd muzyki pop brylowało w takim właśnie obiegu muzyki, chociażby Depeche Mode, Pet Shop Boys, czy Madonna. Problem polegał jednak na tym, że muzyka The Cure nie była z natury rzeczy taneczna. Smith uznał jednak, że rozbudowanie zajechanych przebojów, metamorfoza rytmu i deszcz ozdobników, sprawią że ta muzyka nabierze nowego znaczenia, a jemu samemu da wreszcie nieco radości.


Tak właśnie powstało Mixed Up. To zbiór maxi-singlowych wersji wybranych klasyków The Cure, jak i przede wszystkim ówczesnych nowości – singli z Disintegration. Z pomocą przyszli fachowcy od remiksowania, tacy jak Francois Kevorkian, William Orbit czy Paul Oakenfold. Stworzyli oni zupełnie nową jakość w muzyce The Cure, wydobywając na światło dzienne jej klubowy, taneczny potencjał. Jak to z remiksami bywa, tak i tu mamy rzeczy niezapomniane, jak choćby extended mix „Lullaby”, który stał się jednym z najlepszych maxi-singli muzyki pop tamtego czasu. Są także rewelacje, jak choćby closer mix „Close To Me”, który przeistacza oryginalną piosenkę w coś zupełnie nowego, zmieniając jej rytm, nastrój i układ konstrukcyjny. Ale są też rzeczy chybione, jak choćby remiksy „The Walk” czy „A Forest” (nagrane na nowo; stare taśmy zaginęły). Nie dodają one nic do klasyków, a na dłuższą metę irytują i są po prostu zbędne. Taki już los albumów z remiksami; rzadko kiedy trafiają się takie arcydzieła jak The Mix Kraftwerku, gdzie cały album aż kipi od genialności i jest fascynującą całością sam w sobie.

Dziś dostajemy 3-płytową edycję deluxe Mixed Up. Zawiera ona po pierwsze odświeżony stary album; po drugie, drugi dysk z pulą starych remiksów, które nie weszły na oryginalną płytę; a po trzecie, zupełnie nową porcję remiksów, która ukazała się w 2018 podczas Record Store Day jako „Torn Down”. To najciekawszy element tego deluxe boxu. Smith wybrał po jednym utworze z każdego albumu i osobiście przerobił je, wydobywając ich zupełnie nowe oblicze, często odmienne od tego, jakie znaliśmy do tej pory, jak choćby „The Drowning Man”. Mimo to, problem pozostaje ten sam: Mixed Up jest albumem trudnym do słuchania, a jego trzy-płytowa wersja tego nie ułatwia. Maxi-single istniały z myślą o klubach i DJ-ach, którzy swoimi sprytnymi sztuczkami łączyli je w płynny, nieprzerwany, porywający set. Tego elementu tutaj brakuje. 12-calowy krążek przymusza słuchacza do większej uwagi i docenienia nowych, rozbudowanych elementów, które ściśnięte na albumie zwyczajnie giną, męczą i nudzą. To rzecz przede wszystkim dla fanów, którzy badają tą muzykę w zupełnie inny sposób, niż postronny słuchacz.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load