Recenzje

2018-09-03
Anna Calvi - "Hunter"
7 listopada Anna Calvi wystąpi w warszawskim klubie Niebo na koncercie promującym jej nowy trzeci już album "Hunter". W oczekiwaniu na to wydarzenie zapraszamy do lektury naszej recenzji płyty.
Wykonawca: Anna Calvi
Wytwórnia: Domino / Sonic Records
Rok wydania: 2018

Anna Calvi szturmem zdobywa serca młodszych i starszych. Jej silny, teatralny głos, wraz z niebywałą śmiałością w grze na gitarze (i nie tylko) stały się przepustką na salony po których z drinkami w dłoniach krążą David Byrne, Marianne Faithful, czy Nick Cave. Sam Brian Eno porównał Annę do Patti Smith (czy mogła sobie wymarzyć większy komplement?), chociaż ja wolę bardziej oczywiste, naturalne ustawienie jej obok PJ Harvey oraz Cat Power. Chodzi nie tylko o muzyczno-sceniczną osobowość silnej, niezależnej kobiety z gitarą, ale przede wszystkim o brzmienie – dynamiczne, witalne, wciągające i niejednorodne. Muzykę Anny nie da się jednoznacznie określić jedną, a nawet dwoma łatkami; podobnie jak PJ Harvey, skacze ona po przeróżnych stylistykach, czując się równie dobrze w łagodnej, akustycznej balladzie, jak i rytmicznym, podrasowanym elektronicznie materiale na przebój. Jej trzeci studyjny LP zatytułowany Hunter to tylko potwierdzenie niezwykłego potencjału tej dosyć nieśmiałej, tajemniczej, ale diabelsko utalentowanej Angielki.

To, co uważam nie tylko za największy atut samego Huntera, ale muzyki Anny Calvi w ogóle, to różnorodność. Jak sama mówi, jedną z najsilniejszych inspiracji dla niej są filmy – Lynch, Van Sant, Kar-Wai; wszędzie tam, gdzie strona estetyczna łączy się z opowieścią, którą my sami musimy sobie dokończyć i wyjaśnić. To jakże silne modus operandi przekłada się na jej piosenki: każda z nich stanowi niejako osobną historię, bez łączenia się w koncepcyjne ciągi, lub też klasyczne taśmowe albumy z dwoma przebojami i resztą izolującego kitu. Muzyczna treść Huntera właśnie taka jest – to zgromadzenie dziesięciu (jakże inaczej) piosenek, z których każda pochodzi jakby z innej bajki – albo filmu – przynależąc do różnych opowieści. I właśnie w obrębie tych osobnych opowieści stanowią one przeboje, rzeczy natchnione, wysnute z marzeń i pasji, a także bardzo udanej symbiozy. Warto w tym momencie wspomnieć, że w studiu przy Hunterze Annę wspierali tak wytrawni muzycy jak Adrian Utley z Portishead, oraz Martyn Casey od Nicka Cave’a.

Hunter to jedna z tych płyt, które przykuwają uwagę od pierwszego słuchania, lecz nie odkrywają od razu wszystkich swoich atutów. To rzecz która wymaga dużo uwagi; to nie jest rzecz na chwilę, na wybranie jednego numeru i dołożenie go do swojej playlisty. To nie jest pop, mimo iż sporo utworów ma duży potencjał radiowy, jak choćby „As a Man”, „Don't Beat The Girl Out Of My Boy” czy „Indies Or Paradise”. Hunter można przyswajać na dwóch poziomach: powierzchownym (świetna, niebanalna, przebojowa muzyka), jak i trochę głębszym – tym kinematograficznym, leksykalnym, gdzie zawierają się odniesienia do innych muzyków, filmowców, pisarzy, fotografów i projektantów mody. Anna Calvi jest postacią o potencjale takich legend piosenki jak Leonard Cohen czy Lou Reed. Jej dramatyczny, niezwykle sugestywny głos to kontynuacja dzieła takich wokalistek jak Nico, Kate Bush, Bjork, Tori Amos czy Bat For Lashes. Anna Calvi nie stroni od stylizacji, ale działa ku chwale sztuki, tam gdzie liczy się treść i ekspresja. Warto zapamiętać to nazwisko; będzie powracać.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load