Recenzje

2018-09-19
Paul McCartney - "Egypt Station"
"Jak zawsze u Sir Paula, wszystko co skomponował na "Egypt Station" słucha się jednym tchem. Tu nie ma skomplikowanych kompozycji i neurotycznych treści (...)" - tak nasz recenzent zachęca do wysłuchania osiemnastej płyty studyjnej Paula McCartneya.
Wykonawca: Paul McCartney
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2018

Kiedy idę rano ulicą słuchając nowej płyty Paula McCartneya, zastanawiam się w duchu – co też wieczorem o niej napiszę? Czy ma jakikolwiek sens pytanie, jaka ta płyta jest? Jak brzmi pod kątem produkcji, w jakiej formie wokalnej jest Sir Paul, jakie tematy porusza w piosenkach? Nie, te pytania nie mają znaczenia. W trybie telegraficznym: bywa wesoła i frapująca, wyraźna jak kryształ; głos Sir Paula, chociaż 76-letni, pozostaje melodyjny i kojący; a same piosenki – trochę o dziwnym świecie, trochę o młodych ludziach, trochę o coraz starszym sobie samym. Taka mocna czwórka. Nic, co zapisałoby historię muzyki od nowa. Nic, co mogłoby wywołać kontrowersje, dyskusje, debaty. A potem, gdy spoglądam na przechodnia obok, dostrzegam na  jego ramieniu torbę z napisem All you need is love. I wszystko staje się jasne. Nie ma znaczenia co ja czy Ty sądzimy o tej płycie. Skoro jest, należy jej wysłuchać; wszyscy którzy słuchamy muzyki jesteśmy poddanymi Króla Rock’n’Rolla.

Może to trochę bałwochwalcze co piszę, ale czy nieprawdziwe? Sir Paul bynajmniej muzyki nie wymyślił, ale kształty w jakich ta obowiązuje do dziś – w dużej mierze zawdzięczamy właśnie mu. A wszystko to, co kiedykolwiek grał, śpiewał i komponował – czyni z należną królewską gracją i niebywałą skromnością. Egypt Station jest właśnie albumem pełnym tych dwóch cech; jest taki, jaki Sir Paul zawsze był – wesoły, rock’n’rollowy, bardzo ludzki, wyciągający z duszy to co najlepsze i hołdujący miłości. Niewątpliwie, przy 76 latach na karku jest w nim także element autorefleksji. Szczególnie początek albumu brzmi tak, jak brzmieli Johnny Cash i Leonard Cohen na swoich pożegnalnych płytach. Ale po chwili zadumy przychodzi znajomy, wszędobylski rytm, a wraz z nim zastrzyk dobrego angielskiego humoru i uśmiechu do świata nawet w deszczowe dni. Czy nie na tym właśnie polegała magia The Beatles, a po nich The Wings i reszty dorobku McCartneya?

Jak zawsze u Sir Paula, wszystko co skomponował na Egypt Station słucha się jednym tchem. Tu nie ma skomplikowanych kompozycji i neurotycznych treści; oczywiście pozornie, gdyż każda z piosenek to rutynowy majstersztyk, owoc doświadczenia, wyczucia, talentu i legendy. Na szczególną uwagę zasługują tu piosenki „I Don’t Know”, „Come On to Me”, „Who Cares”, a przede wszystkim „Fuh You”; co w tej ostatniej poeta miał na myśli, należy zapewne pytać poetę. W każdym razie wszystkie one zaskoczą słuchacza, jak przekonująco i nowocześnie może brzmieć nawet taki dziadek jak McCartney. Nie słychać w nim tych lat, nie czuć w nim tego nestorstwa muzyki; „When I’m Sixty-Four” jest już od 10 lat nieaktualne. Czy się spełniło? Zamiast zgryźliwego tetryka mamy przed sobą muzykę człowieka tryskającego energią, gracją, mądrością, oraz przede wszystkim pomysłem na swoje dalsze życie. Nie pije, nie pali, nie je mięsa, gra dla ludzi i wśród ludzi. I nadal się uśmiecha, co słychać gdy śpiewa.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load