Recenzje

2018-09-25
KAMP! - "Dare"
Po trzech latach oczekiwania doczekaliśmy się nowej płyty łódzkiego KAMP! Nasz recenzent Marcin Knapik sprawdził, czy warto było tyle czekać.
Wykonawca: KAMP!
Wytwórnia: Wydawnictwo Agora
Rok wydania: 2018

Największa nadzieja polskiej muzyki elektronicznej. Tak nazywany był zespół Kamp! Trochę czasu od ich debiutu już jednak minęło (zespół powstał w 2007 roku). Można sprawdzić, co pozostało z tych nadziei.

Fani ciekawostek na pewno odnotują prawidłowość dotyczącą terminów wydawania albumów studyjnych łódzkiego zespołu. Debiutancki krążek „Kamp!” – listopad 2012 roku, „Orneta” – październik 2015 roku i teraz „Dare” – we wrześniu 2018 roku. I jeszcze z ciekawostek – płyta „Dare” miała dwie premiery. Cyfrową – 17 września, w dzień urodzin Michała Słodowego. W formie fizycznej – 21 września, w dzień urodzin Tomasza Szpaderskiego.

Tak słucham sobie płyty „Dare” i zastanawiam się, czym tu się w niej zachwycić. I nie jest łatwo. Gdy wydawana była płyta, lato się kończyło. A tak się składa, że wpasowałaby się w klimat, bo jest letnia. Dosłownie i w przenośni. Przez całą płytę pozostajemy w strefie electropopu. Ale jeśli chodzi o poziom, to tutaj występują już różne stany. Takie utwory jak „F.O.M.O.” czy „Race Gyal” w założeniu mają przebojowe brzmienie. Z tym, że nie jest to electropop najwyższych lotów. Wkurzający efekt autotune’a nie pomaga w szukaniu dobrych stron. Lepiej wypada „Don’t Clap Hands”, choć utrzymany jest w podobnym klimacie przebojowości. Bardzo średnio wyszła za to próba połączenia patosu z elektropopowymi latami 80. w „My Love”.


Są jednak też powody, by nie uznawać tej płyty za złą. Takim jest na przykład „Drunk” – na tle innych utworów spokojniejszy i oszczędniejszy. Do tego z udanym, gościnnym udziałem Hani Raniszewskiej z duetu Tęskno. Za dobre utwory można uznać „New Season” i „Dalidę”. „Nanette” to fajne zakończenie albumu.

Jest chwytliwie. Jest przebojowo, biorąc pod uwagę muzykę królującą obecnie. Zresztą da się wyłapać w utworach inspiracje obecnymi trendami. Ale biorąc pod uwagę całość składającą się z jedenastu utworów, „Dare” jest średnią płytą. Jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca? Spodziewający się wielkiego dzieła – kierując się w założeniu tym, o czym wspomniałem na początku recenzji – mogą się rozczarować.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load