Recenzje

2018-10-05
Beauty In Chaos - "Finding Beauty In Chaos"
Od ilości nazwisk zaangażowanych w ten projekt może zakręcić się w głowie. Beauty in Chaos to dziecko niejakiego Michaela Ciravolo – muzyka, kompozytora, gitarzysty.
Wykonawca: Beauty In Chaos
Wytwórnia: 33.3 Music Collective
Rok wydania: 2018

Swoje umiejętności szlifował w takich zespołach jak gotycki Human Drama, oraz zimno-falowo-pop-rockowy Gene Loves Jezebel. Jak sam twierdzi, jego marzeniem od zawsze pozostawał własny zespół, który będzie w stanie dać ujście brzmieniu jakie słyszy w swojej głowie. Po wielu latach komponowania do szuflady, ta sztuka wreszcie mu się udała, a wsparła go w tym plejada muzyków-przyjaciół, których zapoznał w ciągu wielu lata grania.

Już sam fakt, że na jednej z kompozycji występują wspólnie Wayne Hussey i Simon Gallup należy uznać za małą sensację. Dalej mamy Robina Zandera z Cheap Trick, Ala Jourgensena, a nawet... Ice-T. Ciravalo wspierają także jego dawni mentorzy – Johnny  Indovina z Human Drama, oraz Michael Aston – jeden z braci-bliźniaków od Gene Loves Jezebel. Lista płac na tym się nie kończy, ale wspominanie wszystkich osób nie ma sensu. Grunt, że jest to sprawa tyle poważna, co ryzykowna. Ale przecież tego typu super-projekty przynosiły nam w przeszłości nagrania legendarne, jak choćby It’ll End in Tears This Mortal Coil, czy też bardzo ciekawe Sound City – Real to Reel Dave’a Grohla.


Poszczególne piosenki na tej płycie mają wielką siłę rażenia. „Road to Rosario” czy „Man of Faith” to stara szkoła zimnego, post-punkowego ‘gotyku’; sympatycy Hussey’a i Gallupa z całą pewnością usłyszą tu dobrze znane triki, z jakich zarówno The Mission, jak i The Cure zbudowali swoje kariery. Dalej jednak czeka nas element zaskoczenia, albowiem gdy do akcji wkracza Al Jourgensen (cover T-Rex „20th Century Boy”) czy Ice-T („Un-Natural Disaster”), to nie sposób, aby ich utwory nie poszły w stronę ich macierzystych formacji, Ministry oraz Body Count. A dalej niespodzianek jest więcej, jak choćby shoegazowe „Look Up”, popowe „Drifting Away”, czy eteryczny „I Will Follow You”.

Mamy tu do czynienia jak sama nazwa zespołu sugeruje z pięknem i chaosem. Piękne piosenki tworzą kompletnie chaotyczny album, którego sens spoczywa wyłącznie w głowie Ciravolo. Jest to płyta męcząca – długa, przekombinowana, nudna, brzmiąca jak składanka albo zbyt długi soundtrack. Poszczególne numery – bomba! Ale całość płyty komlpetnie się nie klei, a słuchacz ziewa z braku „zaangażowania”. Jest to typowa płyta artysty, który chciał wreszcie nagrać coś swojego i której sens dla osób postronnych pozostaje nieistotnym, drugorzędnym elementem. Niech ta „piękna” okładka będzie sama w sobie wystarczającym ostrzeżeniem – słuchacie na własną odpowiedzialność.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load