Recenzje

2018-10-11
Behemoth - "I Loved You At Your Darkest"
Na swojej jedenastej płycie Behemoth kontynuuje kierunek, jaki wytyczył sobie poprzednim albumem – „The Satanist”. Tym razem jednak podejście do grania jest momentami jeszcze swobodniejsze.
Wykonawca: Behemoth
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2018

„The Satanist” zluzował strukturę muzyki zespołu. Pojawiło się miejsce na oddech, na utwory mniej skondensowane i nie próbujące się startować w wyścigu techniczno-prędkościowym. Dzięki temu muzyka Behemoth zyskała różnorodność i klimat, nie tracąc jednocześnie swej monolityczności. „I Loved You At Your Darkest” również odznacza się tego typu cechami. Została jednak wzbogacona dodatkowymi elementami.

Już w otwierającym album „Solve” mamy do czynienia z chórem dziecięcym, który Nergal podpatrzył (podsłuchał) w… zespole Ryana Goslinga. Patent ten wykorzystał już na płycie projektu Me And That Man, którą nagrał z Johnem Porterem. Tutaj natomiast stanowi dodatek do potężnie skonstruowanych kompozycji. „Wolves Of Siberia” znane już wcześniej, to z jednej strony taki Behemoth jaki już znamy – pełen rozmachu i bezpośredniego ataku dźwiękowego, a z drugiej - zaskakujący ułożeniem tych ‘klocków’ w nieco mniej zwarty sposób, bo odznaczający się wręcz rockowym charakterem. Podobnie jest z „God = Dog”, który jednocześnie uderza z blackmetalową siłą, orkiestracjami, wspomnianymi chórami, ale za sprawą swej melodyjności nie przytłacza słuchacza.


Z kolei „Ecclesia Diabolica Catholica” ma szansę stać się jednym z „hitów” zespołu takich jak „Chant For Ezkaton 2000 E.V.”, czy „At The Left Hand Ov God”. Odznacza się podobną intensywnością i monumentalnością, a jednocześnie zapada w pamięć – także dzięki akustycznej części pod koniec utworu. Skoro mowa o ‘szlagwortach’ – z pewnością będzie można do nich zaliczyć utwór „Bartzabel”. Ze swoim charakterystycznym, kołyszącym rytmem, mrocznym tematem głównym i nieco gotyckim refrenem, mocno zapada w pamięć i trudno się od niego uwolnić. To pokazuje umiejętności Nergala do tworzenia dobrych, a nawet chwytliwych kompozycji. Zaś niepokojący „If Crucifixion Was Not Enough...” chyba jako jedyny na płycie uderza prostszą strukturą, pozbawioną pewnej bizantyjskości, jaką charakteryzują się pozostałe numery. „Angelvs XIII” jest kolejnym przykładem wyważenia rozpędzonego posępnego metalu i elementów spokojniejszych, bardziej melodyjnych. Natomiast monumentalny i intensywny „Sabbath Maher”, kojarzący trochę z „Conquer All”, ponownie zaskakuje kolejnym nośnym refrenem. Z kolei „Havohej Pantocrator” stanowi apogeum tego albumu i jest poniekąd jego kwintesencją. Wszystkie kluczowe składowe krążka zawarte zostały w tym ponad sześciominutowym utworze. Ciekawie wypada „Rom 5:8”. Charakteryzujący się zmiennym tempem i okraszony deklamowanymi partiami, jest jednym z najmocniejszych fragmentów całości. Kolejny „We Are The Next 1000 Years” podzielony jest jakby na dwie części. W pierwszej uderza mocnym ciosem wprost, w drugiej zaś zaskakuje... filmowością. To utwór, który spokojnie mógłby znaleźć na soundtracku do jakiegoś mrocznego thrillera. Zamykająca całość dwumintowa instrumentalna „Coagvla”, podsumowuje album, pozostawiając pewne niedopowiedzenie.

„I Loved You At Your Darkest” to swoista deklaracja Behemoth, sprowadzająca się do stwierdzenia: Nie musimy, ale chcemy. Nie muszą nic udowadniać, a mimo to starają się rozwijać swoją muzykę z korzyścią nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla słuchaczy.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load