Recenzje

2018-10-31
Latające Pięści - "Procedury Wewnętrzne"
Debiut warszawskich Latających Pięści jako "porąbana płyta" polecany przez Marcina Knapika.
Wykonawca: Latające Pięści
Wytwórnia: Wydawnictwo własne
Rok wydania: 2018

Przygotowując się do pisania recenzji, przeglądałem sobie informacje o grupie Latające Pięści. Po ich przeczytaniu byłem zaskoczony, że „Procedury wewnętrzne” to dopiero pierwszy pełnowymiarowy album zespołu. Powstał w 2011 roku, zagrał już kilkadziesiąt koncertów i mogą się już pochwalić paroma nagrodami, m.in. na festiwalu FAMA w Świnoujściu.

Okładka budząca skojarzenia z „In The Court Of The Crimson King” King Crimson. A muzyka na płycie? Progresywny punk lub ekstremalny pop – tak określają swoją muzykę członkowie zespołu  Ale tak naprawdę, nie da się jej zamknąć w jednej szufladce. Pisałem pewnie to zdanie już przynajmniej w kilku recenzjach, ale nie da się napisać tej recenzji bez tego zdania. Mamy tu i rock, i nową falę, i garażowe granie, i hardcorowe brzmienia, i punk, i psychodelik, i muzykę ludową. I możliwe jeszcze coś w tej wyliczance pominąłem. I jakby tego było mało, jedyne gitary, jakich tu uświadczymy, to gitary basowe.

Basowy początek „Fluoksetyny” przywołuje mi na myśl twórczość Red Hot Chili Peppers. A sam utwór jest rockowy i energetyczny z psychodelicznymi klawiszami. Psychodeliczne klimaty znajdziemy też w kilku innych utworach, m.in. „Narcystycznym Nieładzie” czy „Procedurze 2”. Nowofalowe, zimne brzmienia dostarczają „Humbak” i „Morda”. Dodatkowo przy „Humbaku” i „Naukach Dnia” pojawiają się w głowie skojarzenia z Lechem Janerką. „Celofan” zaś przynosi jednocześnie hardcorową muzykę, ale i elementy funku.


Najdłuższa na płycie, ponad ośmioipółminutowa kompozycja „Nauki Dnia” to klimaty garażowego rocka. Groźnie i tajemniczo jest w „Orko”. A „Raz Dwa Trzy” intryguje swoją dwoistością. Z jednej strony – rockowe nuty. Z drugiej – ludowość dzięki gościnnemu udziałowi zespołu Kipikasza. A na samym końcu ukryty jeszcze kolaż różnych dźwięków (a to dźwięki przypominające dzwonek telefonu, a to dźwięki niczym z automatu do gier).

Nieschematyczność, czające się niespodzianki, nieprzewidywalność. A i jeszcze nierzadko odważne teksty. I coś, co ciężko muzycznie zdefiniować. Tak można opisać długogrający debiut Latających Pięści. To porąbana płyta w pozytywnym tego określenia znaczeniu. Podoba mi się to.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load