Recenzje

2018-11-05
Cruentus - "Every Tomorrow"
Trzecia długogrająca studyjna płyta. Jak na zespół istniejący od 1999 roku, nie jest to powalający wynik. Ostatni krążek wydany w 2010 roku („Terminal Code”). Ale w muzyce jakość jest ważniejsza od ilości (a przynajmniej tak najczęściej bywa), więc pochylmy się nad nowym krążkiem szczecińskiej grupy. A jest nad czym.
Wykonawca: Cruentus
Wytwórnia: wyd.własne zespołu
Rok wydania: 2018

Fear Factory czy Meshuggah – sam zespół wymienia te kapele jako inspiracje. Więc fani tych zespołów będą mieli czego szukać na albumie. Ale jeśli niezbyt znasz te kapele, to nie ma powodów, by uciekać od tej płyty. To zderzenie metalu z industrialnymi, elektronicznymi podkładami. Dużo agresji, dużo mocy. I rwące się, zimne elektrodźwięki kryjące się pod ostrymi gitarami, a nierzadko też wybijające się do przodu. I zmiany tempa.

Posłuchajmy np. „Incorporation” - tu mamy to wszystko jak na dłoni. I dodatkowo ciekawe zderzenie, gdy po sobie słyszymy fragmenty z melodyjnym głosem i growlem. W „Machine Mystical” też można wyłapać momentami dwie warstwy wokalu – jedna melodyjna, druga ostra. I do tego na początku kompozycji mamy muzyczny, pachnący progrockiem pejzaż. Metalowo-industrialne połączenia kierują też wyobraźnię słuchacza do rejonów science-fiction („Micro Vibrations”). Ciekawym momentem płyty jest „Saturn”, mający sobie coś z podniosłości. A dodatkowo pojawia się tu delikatny głos Mai Holcman-Lasoty.


Są też momenty wyróżniające się innym klimatem od tego, co znajdziemy na większości albumu. W środku płyty znajdziemy krótki, ambientowy „Augmentation”, choć i tak mamy tu rwące i tnące się dźwięki. Zamykający album „Each Tomorrow” składa się z dwóch części. W pierwszej – metal z przebijającymi się zimnymi, elektronicznymi podkładami. Zaś po kilkunastu sekundach przerwy dostajemy część ambientową, pasującą nastrojem i klimatem do pierwszych dni listopada.

Czasem lepiej wydać jedną, a dobrą płytę na parę lat niż wydawać takie sobie albumy w niewielkich odstępach czasu. „Every Tomorrow” można podać jako uzasadnienie tej tezy. A żeby zakończyć patriotycznie, bo sformułowanie „100-lecie odzyskania niepodległości” zaczyna wychodzić zewsząd, to dodam jeszcze jedno hasło, pod które można podpiąć ten album: dobre, bo polskie. Dobra płyta z mocnym kopem i ciekawymi brzmieniowymi połączeniami.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load