Recenzje

2018-11-16
Alien Sex Fiend - "Possessed "
Nik Fiend z małżonką ponownie nawiedzają ziemski padół, przynosząc niegodnym śmiertelnikom nową porcję pomyleńczego performance’u, industrialnych wyziewów i gotyckiego kurzu.
Wykonawca: Alien Sex Fiend
Wytwórnia: Cherry Red
Rok wydania: 2018

Alien Sex Fiend to czołowi przedstawiciele mikro-nurtu muzycznego nazywanego batcave, nadanego zespołom reprezentującym londyńską scenę goth-rockową z początku lat 80. W najbardziej rozpoznawalnym okresie ich działalności muzycznej, Alien Sex Fiend wypracowali charakterystyczne brzmienie: motoryczny rytm, głęboki bas, ciężkie industrialne efekty (w owym czasie dość pionierskie) i śpiew – wrzask przez wokoder, obłąkańczy rechot, mamrotliwe deklamacje – teatr i performance . Fiendowie potrafili zbudować atmosferę „elektryzującego przygnębienia” - hipnotycznie i obłąkańczo jak The Stooges, ale w poświacie księżyca niczym Coil i Bauhaus. Wraz z biegiem czasu, płyta po płycie, elementy gotyckie i punkowe zanikły na korzyść industrialu, który zdominował ich brzmienie – czego wyrazem jest chociażby nowa płyta zespołu Possessed. To pierwszy od ośmiu lat studyjny krążek Alien Sex Fiend, a jednocześnie powrót na łono wytwórni Cherry Red po 24 latach rozłąki.


Zasadniczą różnicą pomiędzy brzmieniem ASF z lat 80. – chociażby z klasycznych płyt Acid Bath czy Who’s Been Sleeping In My Brain – a współczesnym, jest rozłożenie akcentów. Wówczas osią akcji był rytm i puls, hipnotyczne pogo w ciemności służące jako antybiotyk na społeczną depresję. Rok po roku, krążek po krążku – a tych ASF wydali bez liku – środek ciężkości zaczął przesuwać się w stronę budowania nastroju i katalizacji nagromadzonej w duszy wściekłości. Krajobraz wymalowany muzyką z wampirycznego stał się cyberpunkowy, apokaliptyczny – a człowiek uwięziony we własnoręcznie zmontowanej machinie przesiąkł desperacją, strachem i opętaniem. It’s in my blood! It’s in my head! It’s in my soul...!, wykrzykuje przez 11 minut Nik Fiend, bez nadziei na ratunek i uwolnienie. Świat maszyn jest w nas – to my jesteśmy maszynami; jesteśmy częścią ich doskonałości – nie potrafimy istnieć bez systemu, a system bez nas. Czy naprawdę nie ma innej drogi ku wolności, niż...? Czy to na korytarzach szpitala bez okien, czy w czerwonym świetle umierającego słońca, nasza wściekłość i bezradność trwa tak długo, jak trwać będziemy my. Innego scenariusza i tak nigdy nie było.

Possessed to dobra, witalna porcja industrialu z najpowszechniej kojarzonej jego odmiany – amerykańskiej (NIN, Pig, Ministry) i niemieckiej: KMFDM, Die Krupps, Das Ich, itd. Jej najsilniejszą stroną jest własna tożsamość, niełatwa do zachowania w tej wiecznie niszowej rodzinie gatunków. Słychać jest twórczą ogładę, instynkt i doświadcznie Nika Fienda; przy całym jego szaleństwie i stylu bycia, jego wyczucie poszczególnych elementów muzyki jest godne podziwu. Gitary, basy, samplery, bitmaszyny, wokodery – wszystko to było już przerabiane wzdłuż i wszerz po wielokroć. A mimo to udało mu się skomponować z tego płytę, której nie tylko słucha się jednym tchem (tylko Carcass posiada śladowe cechy przeboju), ale która ma też swoją własną narrację i logiczny ciąg. Zaczynamy wściekłością i strachem, ale kończymy na pustyni, po uderzeniu bomby, wśród wesołych zgliszczy, z czystym sumieniem, bez wizji jutra. Wszelki taniec pozostaje tu metaforą – poruszamy się w wyobraźni, gdzie szalona muzyka łagodzi frustracje i agresję. Possessed to pejzaż i atmosfera; ponura, ale jakże fascynująca, a my jesteśmy jej uczestnikami – zarówno bohaterami, jak i niewolnikami.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load