Recenzje

2018-12-07
Artra - "Kroniki Miejskie"
Spacer po Warszawie w oparach awangardowego, ponadczasowego jazzu.
Wykonawca: Artra
Wytwórnia: Artra
Rok wydania: 2018

Warszawski projekt Artra sięga swoimi dziejami wczesnych lat 70., lecz tak naprawdę Kroniki Miejskie to ich płytowy debiut. To zapis objawienia się zespołu na żywo, po 40 latach bytowania w niewidocznej gołym okiem pamięci tych bardzo nielicznych. Zespół tworzy odpowiedzialny za instrumenty dęte i elektronikę Witold Popiel, perkusista i perkusjonalista Leszek Gapski, oraz gościnnie śpiewająca Joanna Świrska. Domeną Artry jest awangarda i improwizacja, przestrzeń dowolna, free-jazz, lecz nie w szalonym, niepohamowanym stylu jaki kojarzymy chociażby z Johnem Zornem. Ich muzyka to ilustracje – widokówki, scenografie, obrazy utrwalone koktajlem pamięci i fantazji. Obiektem zainteresowania jest Warszawa, a impresje na jej temat dotyczą nie tylko konkretnych miejsc (dzielnic, budynków), ale też różnychczasów – i powiązanych z nimi emocji, sentymentów i wolnej woli wyobraźni.

Kroniki Miejskie to muzyka „dziwna” – intuicyjna, oparta w stu procentach na sztuce improwizacji i wrażliwości chwili. To muzyka, która opowiada tonacjami i nastrojem, nigdy słowami – śpiew jest tu instrumentem, stroną, aktorem. To wytrawna sztuka pobudzania umysłu słuchacza, który po dźwiękach potrafi ujrzeć miejsca i krajobrazy, a także poczuć otaczające je duchy i atmosferę. Artra hołubi Warszawę, mimo iż poszczególnie kompozycje są skojarzone z raczej ponurymi czasami; Marzec 1968, Grudzień 1981, itp. To tylko interpretacja, ale pochodząca od samych autorów, usiłujących nakreślić nam słuchaczom i naszej intuicji szkic mapy drogowej ich fantazji. Nie sposób oprzeć się wrażeniu przebywania we śnie – wśród typowych dla tego stanu kształtów ruchomych obrazów, jakie przygotował nam umysł. Ten opadający śnieg jest sztuczny, ten dym i puste ulice nigdy nie będą mieć miejsca; za to ta ciemność – nieuchronne płótno życia - wieczna i prawdziwa.

Muzyka Artry ma podobną naturę co ambient - to dźwiękowe tło filmów, które nie istnieją; ale, które mogą istnieć – jak Niewinni Czarodzieje Wajdy lub Stalker Tarkowskiego. To opuszczony teatr dla jednego aktora – słuchacza - w czerni i bieli, w którym gubi się w labiryncie jawy, snu i poczytalności. To realizm magiczny, nie spisany lub opowiedziany, lecz przetransmitowany do serc dźwiękami instrumentów. To zagadkowa muzyka, dla sympatyków takich rodzimych zespołów jak Księżyc, Karpaty Magiczne, czy Osjan. To kolejny skarb polskiej muzyki, który pozwala odkryć się w innym czasie, przez inne pokolenia, tak jak Polish Jazz, Eugeniusz Rudnik, muzyka z „Sondy”, Laboratorium, Komendarek, SBB. Można dyskutować, czy tematyka tych utworów nie jest narzucona siłą, bez pola do interpretacji? Mimo to, są w tym czary niezwykłe, z niedołącznym pierwiastkiem tej pięknej słowiańszczyzny, gdzieś wśród widma rozstaju dróg, kłębów mgły i romantycznych wizji.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load