Recenzje

2018-12-13
tęskno - "Mi"
Nasz recenzent Marcin Knapik zasłuchał się w debiutanckiej płycie duetu tęskno i napisał taką oto recenzję tego wydawnictwa.
Wykonawca: tęskno
Wytwórnia: PIAS Poland
Rok wydania: 2018

Wokalistka Joanna Longić i pianistka Hanna Rani – te dwie panie stoją za projektem, który wygląda coraz bardziej obiecująco. Zadebiutował w maju 2017 roku, a dziś ma już za sobą m.in. koncert na Open’er Festival. Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że panie otrzymają Nagrodę Artystyczną Miasta Torunia im. Grzegorza Ciechowskiego. I dostaliśmy też pierwszą płytę duetu.

Tęskno mi. Połączenie nazwy zespołu z tytułem płyty nasuwa się samo przez się i pozwala na gry słowne. Słuchając płyty, dochodzi się do wniosku, że sformułowanie „tęskno mi” akurat w tym wypadku pasuje. Konkretnie pisząc – pasuje do atmosfery tego albumu.

Głos, fortepian i kwartet smyczkowy. Plus jeszcze gdzieniegdzie elektronika. Nie jest to najbardziej skomplikowany przepis na utwór muzyczny. Równie dobrze można tak napisać o kompozycjach kapel oferujących następujący zestaw: głos, gitary, perkusja i ewentualnie klawisze. Najważniejszym jest to, jak to wszystko zostanie połączone. I to czy uda się wytworzyć klimat, który może zaintrygować, zainteresować słuchacza. To się tutaj udało. Ten album to podróż w oniryczny, magiczny świat. Cechami panującymi w nim są prostota, spokój, melancholijność. A nad tym wszystkim roztacza się klimatyczna atmosfera.


Można powiedzieć, że jest w tym coś z dream popu. Można też powiedzieć, że to formy eksperymentów z instrumentarium uznawanym za bardziej pasujące do muzyki klasycznej (w końcu fortepian i kwartet smyczkowy). I że ma w sobie coś z klimatu Skandynawii. To sprawia, że nawet kompozycje, które mają żywszy rytm („Łeb”, „Kombinacje”) nie sprawiają w słuchaczu wrażenia utracenia roztoczonej aury. Podobnie jest w kompozycji „Razem” z gościnnym udziałem Duita – delikatna elektronika koresponduje z delikatnym brzmieniem fortepianu. Bywa niepokojąco, choćby w „Galopie” z dźwiękami smyczków przypominającymi tykanie zegara i galopującymi (co za przypadek) dźwiękami fortepianu czy w „Mapie”. „Uszy” zaś zapraszają walczykowatym rytmem. Ale dalej jest klimatycznie. A momentami po prostu zwyczajnie smutno, jak w pięknym zakończeniu albumu - „Układzie sił”. W ogóle dużo na tej płycie pięknych muzycznych krajobrazów.

„Mi” podoba się mi, znaczy mnie. Czaruje swoimi dźwiękami. Swoją melancholijnie piękną delikatnością. Na jesienno-zimowe wieczory będzie jak znalazł. Można się zasłuchać. To jest debiut, który należy chwalić.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load