Recenzje

2018-12-17
Marta Zalewska - "Marta Zalewska"
Multiinstrumentalistka i wokalistka Marta Zalewska wydała właśnie debiutancki solowy album. Mimo, że jest to jej pierwsza płyta, to sama artystka nowicjuszem na polskim rynku nie jest.
Wykonawca: Marta Zalewska
Wytwórnia: Agencja Muzyczna Polskiego Radia
Rok wydania: 2018

Pierwszą swoją płytę wydała właśnie artystka, która – tak się złożyło – miała udział w jednej z płyt, którą w ostatnim czasie recenzowałem. Chodzi o „Radiohedonistycznie. Live at Wytwórnia” Moniki Borzym. Tak skorzystano z multiinstrumentalnego talentu Marty Zalewskiej. Teraz możemy przekonać się o jej talencie wokalnym. Zalewska wygrała konkurs „Będzie Głośno!” organizowany przez radiową Czwórkę i dzięki temu wydała właśnie debiutancki album.

Przygotowując się do napisania recenzji, trafiłem na takie oto zdanie w jednym z tekstów w internecie: „Gdyby urodziła się wiele lat wcześniej pewnie grałaby z Janis Joplin albo Hendrixem”. Bardzo odważne stwierdzenie. Nie sprawdzimy już, czy byłoby prawdą, tak jak z innymi sformułowaniami ze słowem „gdyby”, których jest od groma. Nie bez racji Kazik Staszewski w „Plamach na słońcu” śpiewa, że „gdyby to najczęstsze słowo polskie”. Sprawdźmy, czy ta płyta przybliża nas choćby w niewielkim procencie do wniosku wysnutego w wyżej wymienionym tekście.

Płyta zawiera dwanaście kompozycji. Głównie są to ładne, poprockowe piosenki. Bardzo radiowe. W większości energetyczne, naładowane energią, choć i spokojniejsze numery się znajdą („Tak jak jest”). I to rodzi pewien problem. Sporo przecież jest ładnie śpiewających pań, które wykonują takie właśnie utwory. W ten sposób rodzi się pytanie: Czy jest coś, co może wyróżniać tę akurat piosenkarkę w zalewie podobnych? Są na tej płycie momenty skłaniające ku udzieleniu odpowiedzi twierdzącej. Rockowy pazur prezentuje „Więcej” wybrany na singiel promujący album. Do kategorii bardzo ładnych utworów można zaliczyć „Hey You” czy „Whatever”. Jasnym punktem płyty jest też ballada „No Worries” z gitarą akustyczną w roli głównej.


Album nie jest jednorodny językowo – siedem utworów po polsku, pięć po angielsku. W przyszłości (mam nadzieję, że w tym przypadku nadejdzie) zobaczymy, czy to będzie stały zabieg czy jest to – tylko albo aż – rozpoznanie terenu. W zestaw dwunastu utworów wplątano jeden utwór z dopiskiem „live”. Jest to „The In-Betweener” w przypadku, którego nie czuć zbytnio tego, że mamy do czynienia z wersją live. Zresztą to dobry utwór przywołujący ducha country, dzięki czemu dostajemy kolejny argument ku twierdzącej odpowiedzi na pytanie zadane w poprzednim akapicie.

Ciekawy głos – jest. Talent do pisania wpadających w ucho piosenek – też słyszymy, że jest. Ta całkiem dobra płyta jest obiecującym punktem wyjściowym do dalszych poczynań solowych Marty Zalewskiej. Takie jest przynajmniej moje skromne zdanie. Mam nadzieję, że doczekamy się w przyszłości dalszego ciągu tej historii, bo potencjał na pewno jest.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load