Recenzje

2019-01-29
Balthazar - "Fever"
Po przerwie związanej z działnością solową Maarten Devoldere i Jinte Deprez powrócili z czwartą płytą pod szyldem Balthazar. „Fever” zapowiadany był jako najbardziej spójne dzieło Belgów. I jest w tym sporo prawdy.
Wykonawca: Balthazar
Wytwórnia: PIAS
Rok wydania: 2019

Otwierający album utwór tytułowy znamy już z singla. Kapitalnie zapętlony motyw klawiszowy na tle punktującego basu oraz nieco niedbały wokal, czynią zeń jeden z klubowych szlagwortów bieżącego karnawału. Nieco gorzej wypada „Changes”, która z rozjeżdżającym się podkładem trochę irytuje. Gdyby numer miał formę a capelli, byłby ciekawszy, bo głos Maartena Devoldere’a wypada przekonująco sam w sobie. Sytuację uspokaja „Wrong Faces”, który za sprawę ponurych, acz nienachalnych partii saksofonu, podbitych basem i werblem przyjemnie kołyszę. „Whatchu Doin’” pozornie ma podobną budowę do „Changes”, aczkolwiek mniej irytuje poprzez rzadsze rozłożenie akcentów, delikatnie, choć niepokojąco się snując.


Natomiast przy „Phone Number”, słysząc po raz kolejny taki sam patent basowy, jak w poprzednich kompozycjach, odniosłem wrażenie, że panowie sobie robią jaja. Szybko jednak przekonałem się, że ten numer zawiera absolutnie najbardziej pamiętliwy refren z całej płyty w postaci słów: 'Cause I don't know/I ever wanted you to let go/I never wanted you to lay low/I must be crazy now to let you/Let, you let you go oraz mocno pościelowy charakter. „Entertainment” – również znany z singla, otwiera żywszą część albumu. Nawiązujący do czarnego soulu z lat 70., przyjemnie buja i po prostu zachęca do pląsów na parkiecie. Podobny charakter ma również „I Never Gonna Let You Down Again”, wzbogacony dodatkowo ‘ejtisowym’ klawiszem. Niezłym uzupełnieniem jest „Grapefruit” – prosty rytm, orientalne smyki i charakterystyczne chórki (które swoją drogą pojawiają się na całym krążku) sprawiają, że kawałek ‘wchodzi’ od razu. Koncówka płyty to dwa wypełniacze w postaci „Wrong Vibration” i przekombinowanego „Roller Coster”, którego rytm po prostu odstaje od całości. Zwieńczeniem jest natomiast okołoreggae’owy „You’re So Real”, który idealnie pasowałby do Paula Younga w latach 80.

Przyznaję, że nie było mi łatwo obcować z tym albumem. Zawartość „Fever” ma sporo pozorów na wierzchu. Dopiero dokładniejsze zapoznanie się z zawartością krążka pozwala odnaleźć właściwy klucz do jej odbioru. Nie powinno być jednak z tym problemu na koncercie, który Balthazar zagra 1 marca w stołecznej „Proximie”. Tytułowa gorączka ma wówczas szansę ogarnąć słuchaczy jeszcze bardziej.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load