Recenzje

2019-02-28
The Young Gods - "Data Mirage Tangram"
Szwajcarska grupa The Young Gods kazali nam czekać aż 9 lat na nowy album studyjny. Nasz recenzent Jakub Oślak sprawdził, czy warto było wypatrywać tyle lat nowego dzieła tego trio.
Wykonawca: The Young Gods
Wytwórnia: Two Gentlemen / The Young Gods
Rok wydania: 2019

Wiele rockowych zespołów z czasem wzbogaca swoje brzmienie o elektronikę. Działa to także w drugą stronę, czego przykładem są The Young Gods – niezależni weterani skazani na blaski i cienie wiecznej niszy. Osobiście nazywam ich styl industrial-art-rockiem – efemerydą neurotycznych poematów, spalinowo-cyfrowych tarć gitar i samplerów ze sztuką konceptualną, fantazyjnością i avant-popowym dualizmem. Przy całym swoim industrialnym planie zajęć – maszynowym rytmie, metalicznych uderzeniach, syntetycznej atmosferze i narracji przez wokodery – The Young Gods działają z dystansu. Ich metodą nie jest agresja, lecz estetyka, elokwencja i elegancja. To nie palenie Rzymu, lecz fotografie ulic, którymi wciąż można uciekać. Nie ma tu manifestu, przestrogi, wizji zagłady, lamentu i destrukcji. Ona już nastąpiła, jesteśmy jej czynnymi świadkami, a wszystko sprowadziliśmy na nas sami. Uczymy maszyny, zamiast siebie; poddajemy się głupocie, chciwości i próżności. Chaos połyka harmonię, postęp zamiast oświecenia przynosi otępienie, a czarne lustra coraz bardziej zakrywają blask słońca. Żyjemy w stresie i nerwach, gonimy za pieniądzem i poklaskiem uciekając przed osuwającą się ziemią. A na samym końcu i tak czeka tykający zegar.

Słuchamy muzyki niepokojącej, pełnej napięcia, wizji i obaw, gdyż sami tacy jesteśmy. Świat nas otaczający to horror, dlatego muzyka jaką nasze dusze chłoną najlepiej często taka bywa. Niepokojąca muzyka katalizuje niepokój słuchacza; nie słuchamy przecież rzeczy wesołych, gdy jesteśmy smutni, a rzeczy wkur.ionych gdy akurat mamy dobry dzień i święty spokój.


To sedno popularności The Young Gods i witalności ich brzmienia, szczególnie w naszym kraju. Złe wizje człowieczeństwa bijące z tych pordzewiałych gitar, bulgoczących automatów i frankofońskich zaklęć odpowiadają językowi i brzmieniu naszych dusz. Wiemy, że dzieje się źle i nie zmierza w dobrym kierunku; ale wiemy też, że może być znacznie gorzej, dlatego warto kreować pozytywne chwile i zaklinać los w estetyczne kapsuły czasu. Czymś takim są właśnie płyty The Young Gods – obrazami rzeczywistości w jakiej uczestniczymi, oglądanej z dystansu. Jeśli to jest industrial, to jest on pełen elegancji Briana Eno – statycznych ujęć nastroju, miejsc i ludzi. Głos Franza Treichlera pasuje idealnie do tego zadania – nie jest trybunem, lecz narratorem jak w filmie Alphaville Godarda. Tamtejsza wizja science-fiction stała się teraźniejszością, a czarno-biały artyzm ucieczką od szarzyzny kolorów.

Data Mirage Tangram jest płytą wysoce estetyczną, pobudzającą zmysły i wyobraźnię. Od samego startu słuchaczowi towarzyszy wspomniany wcześniej niepokój i napięcie. Są to jednak emocje, w które chcemy brnąć, ciekawi dalszego ciągu. The Young Gods rozbudowują akcję albumu i swoje brzmienie niespiesznie, co przynosi wrażenie obcowania z koncepcyjną całością. Istotnym elementem jest obecność gości – specjalistów od estetycznego techno, takich jak Ritchie Hawtin (Plastikman) czy Aleksi Perälä (dawniej w projektach Astrobotnia i Ovuca). Dzięki nim brzmienie The Young Gods jest jeszcze bardziej zautomatyzowane, cyfrowe i nieomylne. Tam gdzie industrial zmierza do entropii, tam syntetyczny rytm niesie ku cyfrowej nirwanie. The Young Gods lubią czerpać z obu tych nurtów, a jednocześnie postawić wszystko w ogniu gitary tarczowej, rozdzierającej zachodzące rdzą niebo. Ich muzyka to seria dźwiękowych objawień i estetycznych wyzwań, za każdym razem inaczej, trudniej, ciekawiej, nowocześniej. I chociaż Data Mirage Tangram nie pobije pod kątem popularności ich opus magnum z 1992 – T.V. Sky – to jest kolejnym silnym albumem niezwykłej ekipy muzyków i artystów, idących przez cały czas własną drogą i celebrujących swój własny, niepowtarzalny styl.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load