Recenzje

2019-03-20
Coma - "Sen O 7 Szklankach"
Siódmy album grupy Coma został oparty na piosenkach z polskich filmów i programów dla dzieci.
Wykonawca: Coma
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2019

Nowa płyta zespołu Coma. Jak ją traktować? Teoretycznie można mówić o „Śnie o 7 szklankach” jako kolejnym albumie studyjnym zespołu, ale nie wiem, czy nie lepszym rozwiązaniem będzie chyba potraktowanie tej płyty jako odrębnego projektu w ramach twórczości zespołu Coma. Przy ukazaniu się ich następnego albumu będziemy się zastanawiać do którego poprzednika go porównywać: do „Snu o 7 szklankach” czy do „Metal Ballads vol. 1”? Zajmijmy się tym, co teraz.

„Sen o 7 szklankach” to studyjna realizacja projektu, który Coma zaprezentowała podczas zeszłorocznego Męskiego Grania w Krakowie. Składają się na niego przeróbki utworów z programów i filmów dla dzieci z dawnych lat. Może paść w przypadku tego albumu pytanie: jaka jest grupa docelowa, do której kierowany jest ten album? Tak się złożyło, że w zeszłym roku byłem na Męskim Graniu w Krakowie. Z racji tego w zestawie widziałem też projekt Comy. Siedziałem sobie z tyłu i z pewnym zdumieniem patrzyłem na to, jak ludzie pod sceną skaczą szaleńczo do utworu „Z poradnika młodego zielarza”. Jeden z bardziej surrealistycznych widoków, jakie widziałem.

Na płycie znalazła się – oprócz coverów – jedna autorska kompozycja zespołu. Nazywa się „Fantazja” i zapowiadała album. Niestety. Coma – zwłaszcza w ostatnich latach – lubi dowalić jakimś beznadziejnym utworem. Takie uderzenie otwartą ręką w twarz. Warstwę muzyczną „Fantazji” da się jeszcze wytrzymać, choć słychać, że jest to wyładzone brzmienie. Ale katastrofalnie zaczyna się robić, gdy do gry wchodzi głos Piotra Roguckiego. Co to ma być? Krzyk? Skrzeczenie? Na pewno nie śpiew. Nawet nie wiem, co jeszcze napisać. Śpiew czyni ten utworów jednym z najgorszych nagrań, jakie ukazały się w tym roku (obok „Szukaj mnie” Ani Rusowicz i Sławka Uniatowskiego). Maniera wokalna Roguckiego drażni też w innych utworach, ale „Fantazja” najbardziej się rzuca pod tym względem. Tytuł albumu nabiera nowego znaczenia, jeśli chodzi o możliwości przetrawienia tego utworu.


„Sen o 7 szklankach” to dla niektórych fanów Comy kolejny powód do tego, by złapać się za głowę. Najlepiej by było wyrzucić z głowy myśl o tym, że Coma to zespół rockowy. Rockowe elementy się znajdą, ale podlane są gęstym sosem z elektroniki. Najdobitniejszym tego przykładem – robotyczny i dyskotekowy „Marsz robotów”. Czuć próbę wywołania psychodelicznego klimatu. Przez album przewijają się króciutkie kompozycje instrumentalne „Sen o (w tym miejscu liczba) szklance”. Głównie oniryczne czy zimne, choć w „Śnie o czwartej szklance” mamy wesoły nastrój.

Najjaśniejszym punktem płyty jest utwór „Pi i Sigma” (Przybysze z Matplanety). Najbardziej energetyczny, najbardziej przebojowy, z gościnnym udziałem Darii Zawiałow. Może miało to wpływ na to, że na sam koniec albumu jako bonus pojawia się remiks tego utworu autorstwa gitarzysty zespołu, Dominika Witczaka. Nieźle wypada też „Chodź ze mną” (tutaj gościnny udział Izy Lach, podobnie jak w „Meluzynie”) - spokojny utwór mimo nieballadowego tempa. Słabsze momenty obok „Fantazji”? Przeciętnie wypada „Meluzyna”. „Pożegnanie z bajką” (tu gościnny udział Ralpha Kamińskiego) jest zbyt podniosła i pompatyczna aż do bólu.

Dziwnie się słucha tego albumu, pamiętając wcześniejsze dokonania Comy. W sumie może on być kolejnym powodem do strzałów w stronę zespołu, że grają utwory dla zdziecinniałych dorosłych. Rockowego ducha też jakby coraz mniej. Dla mnie – album bez szaleństw, jeśli chodzi o poziom. Jednakże po singlu zapowiadającym płytę byłem gotów na coś znacznie, znacznie gorszego. Ale do zachwytów – tak czy siak – daleko.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load