Recenzje

2019-04-01
Apparat - "LP5"
"LP5" to tytuł nowej płyty Apparat czyli projektu Saschy Ringa znanego także z Moderat.
Wykonawca: Apparat
Wytwórnia: Mute / PIAS Poland
Rok wydania: 2019

Nowy album Apparat zatytułowany LP5 nie pozostawia wątpliwości – Sascha Ring, wraz ze wstąpieniem w szeregi wytwórni Mute, cały czas rozwija się jako artysta. Wydawało się, że po Walls lepiej nie będzie; lepiej, znaczy ciekawiej. To był doskonały moment, aby postąpić dwa kroki dalej i z kolejnego berlińskiego twórcy elektroniki stać się po prostu artystą. Ring otworzył okna i wypuścił swoją elektronikę na świat, tak aby mutowała z innymi gatunkami tworząc nieprzewidywalne wzory. Pierwsza płyta pod znakiem jakości Mute być może nie zapowiadała dalszej transformacji, ale już kolejny album - Krieg Und Frieden – przyniósł zasadniczą woltę. Nastały instrumenty, orkiestry, ilustracyjne fugi i post-rockowy ekspresjonizm. Było inaczej, gdyż zadaniem tego albumu była dźwiękowa oprawa spektaklu teatralnego. Ale gdy słuchając LP5 okazuje się, że Sascha postanowił pozostać w tamtych klimatach, stało się jasne, że wśród wielbicieli jego muzyki nastąpi polaryzacja.

LP5 to Miles Davis, Talk Talk, Thom Yorke i Burial w jednym. Być może przesadzam z siłą porównania, ale już od progu można poczuć ten sam odurzający czar, co Kind of Blue czy Spirit of Eden. To nie jest muzyka porywająca, lecz rozwijająca się z szybkością kwiatu, oczarowująca dyskretnym aromatem. Wszelkie elektroniczne bity są tu bardzo oszczędne, praktycznie dają o sobie znać dopiero w końcówce płyty, a zamiast nich dostajemy barwy – ilustracje, kształty, emocje i wrażenia. Chociaż ta płyta nie jest ambientowa, charakteryzuje ją statyczność wydarzeń. Stoimy w miejscu i obserwujemy otoczenie, trwoga miesza się z zachwytem, a piękno natury siłuje się z depresyjnością technologii. Przyrodę reprezentują tu instrumenty: pianino, kontrabas, sekcje dęte, smyczki, żywa perkusja. Technologia to Sascha i towarzyszący mu na każdym kroku Philipp Timm, obracający dźwiękami przez samplery, bit-maszyny, syntezatory. No i te wokale, modulowane, przetworzone, właściwe dla czasu.


LP5 przyniesie Saschy nowych fanów, ale sporo z tych starych odwróci się na pięcie. Apparat przestał być jednoznacznie techno, a stał się efemerydą - elektroniki, post-rocka, jazzu, awangardy, muzyki tła. Wcześniej potrafił rozruszać, na swój nietypowy sposób; dziś bardziej usypia, ale są to sny kalejdoskopowe, gdzie co krok czeka nas coś nowego, bez powrotu do tego, co było przed chwilą. LP5 jest muzyką „otulającą” – ciepłą, sugestywną i kojącą, chociaż album wieńczą słowa złowrogiego wiersza. To kompozycje odpowiadające na barwy otoczenia, gdzie witalność miesza się z chłodem, a wszechobecny ruch i hałas z pustką i ciszą. Podobnie jak Yorke i Burial, Apparat serwuje muzykę indywidualną, nie masową, której kształty są nadawane wyłącznie przez odbiorcę. Kompozytor kreśli tu swoją wizję i ciąg myślowy, ale to słuchacz decyduje gdzie się znajduje i co to oznacza. LP5 szuka odbiorcy indywidualnego, który zanurzy się w te struktury i wytłumaczy je sobie na bieżąco.

Nie ma sensu wyróżniać którejkolwiek kompozycji. LP5 należy przyjmować wyłącznie w całości, albo wcale, gdyż jedna wyrwana z niego kompozycja przypomina wyrwany ząb. Tym bardziej, że kolejne numery często różnią się od siebie na tyle, że aż trudno przyporządkować je do jednego albumu. Przy całym swoim artyźmie i zaawansowanej fazie poszukiwań, LP5 sprawia wiele radości i chce się go słuchać raz po raz. Jest krążkiem dobrze obmyślonym, wielobarwnym, ale logicznym i wciągającym, który za każdym razem odkrywa kolejne szczegóły, barwy i kształty, jakich wcześniej tam nie było. To muzyka cicha i subtelna, ale naładowana przekazem artystycznym; statyczna, lecz pobudzająca do rozmyślań i interpretacji. Sascha wygrywa nią pod wieloma kątami: udowadnia, że potrafi więcej niż mogło nam się wydawać, a także otwiera sobie drogę na artystyczny autobahn - na którego końcu znajdują się instalacje, sztuki wizualne, muzyka filmowa, filharmonie, wykłady, dyplomy i statuetki.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load