Recenzje

2019-04-08
Kucz/Bilińska - "Kucz/Bilińska"
Z połączenia sił artystycznych Oli Bilińskiej znanej chociażby z projektu Babadag i Konrada Kucza, uznanego aranżera, autora muzyki teatralnej i ilustracyjnej, wyszła płyta delikatna, ujmująca i przepełniona bajkową atmosferą, którą coraz trudniej uzyskać we współczesnej muzyce.
Wykonawca: Kucz/Bilińska
Wytwórnia: MTJ
Rok wydania: 2019

Plasowanie tego krążka w szufladce ‘retro popu’ trochę mija się z celem. Nie ma tu bowiem brzmień szczególnie trącących myszką. To prostu piosenki napisane według pewnego tradycyjnego klucza, ale noszące znamiona współczesności pod względem sznytu. Tak jest od pierwszych onirycznych dźwięków „Nieproszonego gościa”, kojarzącego się co prawda nieco z twórczością Air, ale przede wszystkim zaskakującego zgrabnością. Podbity rytm, delikatne smyczki w tle i ciepły głos Oli Bilińskiej, wprowadzają w niezwykły klimat krążka. Nieco bardziej oszczędnie i delikatnie wypada jazzowo-filmowy „Wszyscy sobie”. Skojarzenia z twórczością Serge’a Gainsbourga nie są tu przypadkowe. Zaś „Walczyk na szkle” za sprawą tekstu spokojnie można potraktować jako współczesną odpowiedź na „Małego Księcia”. Z kolei „Lobster” to jeden z mocniejszych ‘hajlajtów” całego krążka. Tykający rytm, piękna angielszczyzna Oli i idylliczna atmosfera otulają ze wszystkich stron. Natomiast „Węgielki” mające formę bajki i takiż klimat, podsycają dodatkowo poczucie nierealności świata, jaki rozpościera się na tym krążku. Zdrowym przełamaniem jest instrumentalny „Wiking”, który dzięki zwartej i pulsującej strukturze ‘otrząsa’ nieco z bajkowego klimatu. Ten wraca nieznacznie w otwierającym drugą połowę płyty „Look At Me”, która w warstwie muzycznej jest udanym przykładem przełożenia stylu francuskiej piosenki pop sprzed paru dekad na współczesność. Pewną ciekawostką jest natomiast „Cirrus Mirror”, który po kolejnej zwiewnej partii wokalnej Bilińskiej prowadzony jest wyłącznie instrumentalnie i stanowi osobną opowieść. Zabieg to nietypowy, bowiem kompozycja ma trochę ponad trzy minuty. A dalej robi się natomiast nieco smutniej w miniaturowym „Totus”, soundscape’owo w króciuteńkim „Summ”, newage’owo  w „Lunarze” (który może się kojarzyć z twórczością Enyi) oraz dosłownie plumkająco w zamykającym płytę „Boss”.

„Kucz/Bilińska” to album na każdą porę i każdy nastrój. Ze złego wyciągnie, a dobry podtrzyma lub wzmocni. Jego zawartość warto celebrować w różnych warunkach, bowiem próżno szukać takiej muzyki wokół.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load