Recenzje

2019-04-12
Glen Hansard - "This Wild Willing"
Dwanaście nowych kompozycji trafiło na nowy album uwielbianego w Polsce irlandzkiego songwritera Glena Hansarda. W oczekiwaniu na dwa majowe koncerty tego artysty w Warszawie prezentujemy recenzję autorstwa Jakuba Oślaka.
Wykonawca: Glen Hansard
Wytwórnia: Anti- / Sonic Records
Rok wydania: 2019

Glen Hansard szybko doszedł do wniosku, że jego poprzednia płyta Between Two Shores nie była rewelacyjna; była wygładzona, miła, przytulna, przewidywalna i nudnawa. Oczywiście, to nadal był Glen i jego rudobrody głos, niebieskooka melancholia i radość artysty, który wciąga widownię w swój sen na jawie; ale czegoś tam brakowało, za dużo znajomych nut, za mało zwrotów akcji. Glen na swoje imię pracował długimi, mozolnymi latami w The Frames; świat usłyszał o nim jednak wtedy, gdy poznał Marketę Irglovą i jako duet wystrzelili do gwiazd filmowym musicalem "Once". Wtedy się zaczęło: doskonała płyta Rhythm and Repose, wspólna trasa koncertowa z Eddie Vedderem, kolejny świetny album Didn't He Ramble... Glen skupił wokół siebie rodzinę zaufanych muzyków i techników, kumulując ich wrażliwość, energię i zmysł artystyczny we wspaniałym kontakcie z publicznością. Z nieśmiałego barda Glen został showmanem, żywiołowym wodzirejem, który potrafi zagrać po cichu, samemu, z przedziurawioną gitarą "do kapelusza", ale także stanąć na czele niesamowitego big bandu krewnych i znajomych, zmieniając Dublin w Nowy Orlean. Sukces jest jednak jak ogień: nie trwa wiecznie i trzeba go regularnie podsycać; a zlekceważony lekkomyślnością lub brawurą, może pochłonąć dobre imię artysty, wszelki szacunek i sympatię słuchaczy, oraz przyjaźń oddanego mu zespołu. Glen na dzień dzisiejszy to wszystko ma - dlatego wydał This Wild Willing, aby nie zapomnieć, skąd przyszedł i co właściwie miał nam do powiedzenia. 

Glen uwielbia grać dla kochającej go publiczności, lecz nadal jest głodny komponowania i odkrywania własnych możliwości. This Wild Willing tym różni się od Between Two Shores, że... chce się jej słuchać po wielokroć i o niej rozmawiać. Płyta jest inna - chłodna, frapująca, nastrojowa, spowita mgłą, kurzem i powidokami. Mniej tutaj Glena z Rhythm and Repose, a jeszcze mniej z "Once"; tego Glena gryzie samotność i smutek, melancholia a nawet depresja, którą zamaskował uśmiechem i żywym ogniem. To Glen alternatywny ("Mary"), odważny ("I'll Be You, Be Me"), hałaśliwy ("Don't Settle"), jak i bardzo cichy ("Weight of the World"). Lubi pożyczać i czerpać, już nie tylko z Cohena, Springsteena, Van Morrissona czy Cata Stevensa, ale także Hollisa, Cave'a, a nawet Queen i The Cars. Kontrast do poprzednich krążków jest zasadniczy, chociaż nie dramatycznie zaskakujący: on już tak potrafił wcześniej, nie tylko w końcówkach popularnych solowych albumów, ale wtedy, gdy jego nazwisko większości nic nie mówiło, gdy grał z The Frames. 


This Wild Willing to wyraźne odwrócenie się od tego Glena, który z gitarą na ramieniu, pod rękę z Marketą (jak na okładce The Freewheelin' Bob Dylan), przemierzał ulice Dublina. Dziś, zgodnie z tytułem, to ten dziwny Glen z diabelskimi rogami, wiedziony instynktem i żądzą, cichy, ponury, zdesperowany i przenikliwie szczery; w odcieniach szarej samotności, trzema pazurami głaszcze okładkę The Boatman's Call, a w myślach śmieje się do swojej muzy, pewnego lata w Berlinie.

This Wild Willing jest ułożona z myślą o winylu, czyli na dwie strony. Ta pierwsza, bardziej dynamiczna i wieloczynnościowa, kontrastuje z drugą - jednolicie cichą, szeptaną, mruczaną jakby do siebie. Ta konstrukcja sprzyja odkrywaniu krążka wciąż na nowo, bez monotonii i przewidywalności, ale też bez skoków przez rekina. Glen wykonał tą płytą kapitalne posunięcie; nie tylko nadał znaczącego kontekstu swoim poprzednim płytom, ale też pokazał co potrafi jako twórca poszukujący, niecierpliwie czekający na odkrycie kolejnych pól swojego szlaku. O ile poprzednie płyty Glena sprzyjały rodzinnej atmosferze wśród przyjaciół, wiedzionych jak magnesem na miejsce spotkania, tak This Wild Willing jest krążkiem osobistym, którego urok najlepiej rozwija się w samotności, po cichu, gdy przed nami ściana, stare zdjęcia, szklanka whisky, serce bijące od wspomnień. Glen ma niezwykłą zdolność zjednywania sobie muzyków i widowni, która instynktownie lgnie do jego romantycznej natury, żywej pasji twórczej i gawędziarstwa. This Wild Willing to dowód na to, że tylko nam się wydawało, że dobrze go znamy. Jak każdego z nas, tak i Glena niepokoją typowo ludzkie koszmary, które artyści najskuteczniej wypędzają z duszy metodami twórczymi. Jak każdy odważny krok twórczy, tak i This Wild Willing podzieli publiczność, chociaż sympatycy Glena powinni być zadowoleni, że ma on w rękawie jeszcze sporo sztuczek. To płyta, której autor z powrotem staje się enigmą, a która swoim istnieniem otwiera przed nim i słuchaczami zupełnie nowe terytorium. 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load