Recenzje

2019-04-19
Black River - "Humanoid"
Behemoth, Dimmu Borgir, Rootwater, Hunter, Vesania, Neolithic – kiedy widzisz, że formacja składa się z muzyków znanych z grania w takich zespołach jak wymienione, to wiedz, że coś się dzieje. Można też przy okazji użyć sformułowania „supergrupa”, które tutaj będzie idealnie pasować.
Wykonawca: Black River
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2019

Dekadę trzeba było czekać na oznakę życia w postaci studyjnego albumu. Trzeciego w dyskografii Black River (do tego można dodać jeszcze kompilację „Trash” z 2010 roku).  Jak możemy przeczytać w wypowiedzi wokalisty kapeli Macieja Taffa „ta płyta to takie nasze oczyszczenie, wyplucie ton brudów nagromadzonych gdzieś głęboko w nas, taki powrót do naiwności, która choć pogardzana i śmieszna jest dzisiaj niezwykle potrzebna, wręcz życiodajna. Takie naturalne i organiczne granie bez kalkulacji, ryzyka i analizy trendów”.

Czuć podczas słuchania energię bijącą z dziesięciu, a wliczając bonus – jedenastu utworów. Operowanie między rockiem a metalem, a dodatkowo mające w swoim brzmieniu świeżość. Rzeczywiście nie ma tu kalkulacji, jest za to moc i radość grania. Od wyłaniającego się „Flying High” do „7” – dynamicznej, ale też zmieniającej się pod koniec w ciężko brzmiący utwór. A jeszcze jest bonus w postaci „R’n’R Hell”, choć można się zastanowić, dlaczego ta kompozycja ma charakter bonusu, bo nie odstaje od reszty materiału.


Album „Humanoid” zawiera w sobie dużą dawkę żywiołowości, skoczności i energii. Można w tych trzech słowach opisać sporo kompozycji, choćby „Flying High”, „Revolution”, „Monster” czy „7”. Do poskakania na koncertach jak znalazł. Największą szybkość i ostrość przynosi „Abyss”. Słyszymy też elementy jajcarskie – „The Rebel” oraz zabawne intro w „H.T. Angel”. Ale w tym pierwszym utworze nie przeszkadza to w dostarczaniu punkowej wręcz energii. W ogóle dużo się dzieje w tej konkretnej kompozycji. Cięższe brzmienie przynoszą „Q” i „World in Black”.  Całości dopełnia śpiew Taffa – jak muzyka na płycie. Raz ostry, tnący. Innym razem melodyjny. A w tytułowym utworze pojawia się nawet rap.

„Humanoid” jest udanym powrotem Black River na scenę. Minęła dekada od ostatniego albumu studyjnego, więc można było mieć obawy, czy nie będziemy mieli do czynienia z rozczarowaniem. A mamy dawkę solidnego, naprawdę dobrego, energetycznego materiału.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load