Recenzje

2019-04-19
Karen O & Danger Mouse - "Lux Prima"
Nasz recenzent Jakub Oślak o nowej płycie duetu Karen O & Danger Mouse: "To płyta przeciwieństw – nowoczesna, ale retro. Spójna, ale wielobarwna. Przebojowa, ale alternatywna. Elektroniczna, ale analogowa". Zapraszamy do lektury całej recenzji.
Wykonawca: Karen O & Danger Mouse
Wytwórnia: Warner Music Polska
Rok wydania: 2019

Podczas gdy Yeah Yeah Yeahs bardziej nie ma niż są, Karen Lee Orzolek – czyli Karen O – dba aby jej kreatywność nie zanikła i przynosi nam nowy album. Jej odstępstwo od macierzystego trio, ikon garażowego art-punka, to wyraz dojrzewania osobistego i artystycznego. Jako frontmanka YYY, jej talent był przewidywalny: krzyki i wrzaski, dużo prowokacji, zmian wizerunku i zero zahamowań. Ciekawiej robi się, gdy Karen z racji upływu czasu musi zrzucić swoje maski i zacząć wyrażać siebie w sposób bardziej bezpośredni. Nie licząc gościnnych występów, jej pierwszym krokiem w inną stronę była ścieżka dźwiękowa do bajki dla dzieci Gdzie mieszkaja dzikie stwory (2009, reż. Spike Jonze). Pierwszy solowy album to wydany pięć lat później, niezbyt powalający krążek Crush Songs, zbiór akustycznych piosenek, które Karen ułożyła pod wpływem macierzyństwa. Zaś po kolejnych pięciu latach dostajemy Lux Prima, coś z zupełnie innej beczki, a co ustawia ją na zupełnie nowych torach.

Karen już wcześniej dała się poznać jako ozdoba cudzej muzyki, np. Swans, Trenta Reznora czy Davida Lyncha. W podobnym stylu jak jej duchowa protoplastka Nico, Karen lubi BYĆ – zadziwiać kreacjami jak Bjork czy Lady Gaga, zachwycać ekstrawagancją i dziecinnością, przekazywać niecodzienne, elektryzujące wibracje. Jej styl bycia jest na Lux Prima skonfrontowany z dyskrecją i wizjonierstwem Danger Mouse’a, producenta, współautora i głównego instrumentalisty. Dla niego to również powrót do tworzenia po pięciu latach, w trakcie których rozrywany był przez mniejszych i większych (The Black Keys, Red Hot Chili Peppers, U2.) Jest „gorącym” nazwiskiem, ale też magikiem dźwięku, który każdy album potrafi uczynić własnym i rozpoznawalnym. Lux Prima to czas i jego próby – wizji i dźwięku, zmysłu i talentu, ciągłych fascynacji oraz doświadczeń. Razem z Karen nadali muzyce formę efemeryczną, iluzoryczną, bez konkretnego kształtu oraz imienia. I to jest właśnie zaleta Lux Primy.


To płyta przeciwieństw – nowoczesna, ale retro. Spójna, ale wielobarwna. Przebojowa, ale alternatywna. Elektroniczna, ale analogowa. Ciężko określić ją jednym słowem-metką; każdy numer pochodzi z innej bajki, ale tego samego autora. Nawet głos Karen nie jest tu wspólnym mianownikiem, jako że w stylu kameleona dostosowuje się ona do chwili. Jest tu senność i styl pierwszej płyty Goldfrapp, jak i przebój i młodzieńczość Haim. Są elektroniczne pasaże rodem z kaset video, są włoskie smyczki z filmów lat 60. Jest nawiązanie do garażu i indie. Jest tu ciepło Stereolab, trochę trip-hopu w stylu Morcheeby, jak i dream-pop a’la Beach House. Co numer to hit – „Ministry”, „Redeemer”, „Leopard’s Tongue” czy „Turn the Light”. Różnorodność gwarantuje świeżość i zachętę do powrotów. Ponadto, ustawia Karen O w nowym świetle – w roli artystki, która mając już opakowanie potrafi zadziwić treścią. To dojrzałość, która przychodzi z wiekiem i doświadczeniem.

Maska jaką Karen zakłada na czele YYY znika z pola widzenia. Teraz staje przed lustrami: w łazience, w holu hotelowym, we wstecznym, kieszonkowym, w odbiciu szyby w tramwaju czy czarnym telefonie. W każdym z nich wygląda inaczej, dlatego też brzmi inaczej, mimo iż pozostaje sobą. To jakby ścieżka dźwiękowa jej życia, rozpisana na rozdziały, okresy, sytuacje, obserwacje, fascynacje i frustracje. To bardzo kobieca płyta, ale w takim znaczeniu jak proponują PJ Harvey, Alison Goldfrapp czy Kasia Nosowska. Upatruję w tym zasługi Danger Mouse’a, który tak jak reżyser filmowy (on sam lubi to porównanie) wydobywa z aktorki inne piękno i nowy talent. Lux Prima to płyta, która zostaje w głowie, dla każdego z innego powodu. Dla mnie przede wszystkim dlatego, że słyszę na niej poważną wokalistkę, która do tej pory zajmowała się rock’n’rollem i pajacowaniem. Dziś słychać, że nastąpiło nowe rozdanie, które nie tylko liczy się tu i teraz, ale też ciekawie wróży na przyszłość. Nareszcie.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load