Recenzje

2019-05-20
Rammstein - "Rammstein"
Pierwsza od 9 lat płyta grupy Rammstein ukazała się w miniony piątek. Nasz recenzent Marcin Knapik sprawdził, czy warto było czekać tyle lat na nowe dzieło Berlińczyków.
Wykonawca: Rammstein
Wytwórnia: Universal Music Poland
Rok wydania: 2019

Są zespoły, o których można powiedzieć, że specjalizują się w testowaniu cierpliwości swoich fanów. Miłośnicy Metalliki musieli czekać osiem lat na „Hardwired… To Self-Destruct”. Fani zespołu Tool na nową płytę czekają trzynaście lat, ale wygląda na to, że niedługo w końcu się doczekają. Rammstein doszedł chyba do wniosku, że warto wtrącić trzy grosze do tej „rywalizacji”. Stanęło na dekadzie (poprzednik – „Liebe ist für alle da” z 2009 roku). Najdłuższa przerwa między jednym a drugim albumem studyjnym w historii tego zespołu.

Okładka nowego albumu niemieckiej kapeli jest skromna. Zapałka na białym tle. Minęło dużo czasu, więc można było się zastanawiać, czy kapela jest w stanie rozpalić ogień, stworzyć coś rozpalającego emocje. Już pierwsza zapowiedź albumu pokazała, że tak. Mowa o utworze „Deutschland” zaczynającym album. Takie wyważenie drzwi na dzień dobry. Skoczny, chwytliwy i pełen energii utwór. Elektronika – na początku pobudzająca, w zwrotkach przestrzenna, ostre riffy i orientalne kobiece zaśpiewy, zaś na koniec dźwięki pianina. Jeden z moich faworytów na płycie. Zostając jeszcze na chwilę przy tym utworze, kontrowersje wzbudził teledysk do niego. I to jeszcze przed premierą, gdy opublikowano jego fragment. Chodzi o fragment, w którym widzimy nawiązania do Holocaustu. Dobrze obejrzeć teledysk w całości (podkreślam w całości). Traktuje on o historii Niemiec. Szczerze pisząc – dziwię się osobom, które jeszcze się dziwią, że Rammstein i kontrowersje to dwa słowa powiązane ze sobą. Rammstein i jakiś element kontrowersyjny związany z płytą? Ostatni raz byłem tak zaskoczony, jak byłem w sklepie, zrobiłem zakupy, podszedłem do kasy i tam okazało się, że muszę zapłacić.

Odhaczmy sobie temat pod tytułem „najlepsze utwory na płycie”. Obok „Deutschland” widzę jeszcze trzy i czwarty na granicy. „Zeig dich” – na początku kościelnie brzmiący chór. Jeszcze śpiewa, gdy wchodzi ostry riff. Mocny, energiczny utwór z ostrym jak brzytwa refrenem plus towarzysząca przestrzenna elektronika. Tekst traktuje o grzechach Kościoła, więc tak oto niemieckiemu zespołowi udało się napisać utwór na temat aktualny w Polsce. „Tattoo” – znów ostry riff, energia, znów chwytliwość i chóralne zaśpiewy w tle. Plus elektroniczne wtręty co jakiś czas. „Hallomann” – wyciszające zakończenie mające w sobie upiorność i ciężar. Także ze śpiewem Tilla Lindemanna do minimalistycznego beatu oraz podniosłym końcem: połączeniem przestrzennej elektroniki i kobiecego zaśpiewu. I utwór na granicy najjaśniejszych punktów i coraz bardziej kusi go tam dołączyć – „Puppe”. Piosenka z upiorną atmosferą. Na początku delikatne dźwięki gitary, potem dochodzi minimalistyczny beat automatu perkusyjnego. Buduje się napięcie i przychodzi refren, gdzie Till wykrzykuje, wyrzuca z siebie słowa. Śpiewem na pewno nie można tego nazwać. Sama budowa utworu nie jest nowa w twórczości Rammsteina. 


Dużo razy pojawia się w tej recenzji słowo „elektronika”, ale i bardzo dużo niej jest na tym albumie. Przypomina mi się w głowie album „A Milion Degrees” projektu Emigrate, który recenzowałem. A to projekt gitarzysty Rammsteina – Richarda Z. Kruspe. Słuchało mi się tej płyty dobrze. Tak zastanawiam, czy momentami aż nie za dobrze. To album z przystępną muzyką. Momentami aż za bardzo przystępną. „Ausländer” to przecież ordynarne metalodisco. Technodźwięki na samym początku. Są bardzo popowo brzmiące fragmenty. Plus do tego w refrenie wtręty w innych językach. To dziwny utwór, ale nie można odmówić mu tego, że wpada w ucho i że jest bardzo radiowy i przebojowy. Bardzo poprockowy początek ma „Was ich liebe”. Sam utwór ciężkawy z pompatyczny refren z chóralnymi dźwiękami i zaśpiewami w tle.

Chwytliwością utworów stoi ta płyta. A jeszcze ani słowem nie napisałem o drugim singlu z płyty – „Radio”. Też można tu napisać o przebojowości, ale oceniam ten utwór półkę niżej niż „Deutschland”. Mamy tez utwór „Sex”. Nie pierwszy raz ten temat pojawia się u Rammsteina. Sprawia ta kompozycja poczucie niedosytu, taki trochę zapełniacz. Na płytach Rammsteina znajdujemy elementy kołysankowe i takim właśnie elementem jest króciutki „Diamant”. I jeszcze został do analizy „Weit weg” – elektroniczne, industrialne dźwięki połączone z metalowym podkładem. Dość ciężki w brzmieniu. I też ma w sobie element przewijający się przez ten album, czyli chóralne zaśpiewy.

Co można powiedzieć o zespole Rammstein po pierwszym krążku od dekady? To dalej solidna niemiecka marka. Stworzyła album, którego nie musi się wstydzić. Dobry, nawet bardzo dobry. Bardzo przebojowy. Może to Deutsche Härte nie jest aż tak takie Neue, biorąc pod uwagę, że Rammstein istnieje już od dwudziestu pięciu lat, ale kapela dalej tworzy muzykę ciekawą i na poziomie. Udany powrót.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load