Recenzje

2019-05-22
The National - "I Am Easy To Find"
"To płyta niełatwa, kontrowersyjna, napompowana jak balon - ale chce się ją podziwiać i o niej rozmawiać" - tak zachęca do zapoznania się z nowym albumem The National nasz recenzent Jakub Oślak.
Wykonawca: The National
Wytwórnia: 4AD / Sonic Records
Rok wydania: 2019

Dużo można powiedzieć o nowym krążku The National, ale na pewno nie to, że przybył do nas dyskretnie lub znienacka; czyli, zupełnie odwrotnie niż jego poprzedniczka, Sleep Well Beast, płyta tak spokojna i wyciszona jak promocja go otaczająca. Tym razem było inaczej; I Am Easy To Find zapowiadany był równie długo, żarliwie i entuzjastycznie co finał "Gry o Tron". I, podobnie jak on, nie jest ani jednoznacznym triumfem, ani porażką. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia, jak zwykle; aczkolwiek, słuchając rzeczonego krążka, naprawdę trudno jest sobie wyrobić o nim zdanie w sposób łatwy i szybki. Być może jest to element jego mocy i magii - zaprzeczenie efektowi "natychmiastowej nagrody" jaką przyniósł postęp technologiczny i szybkość informacji. I Am Easy To Find to płyta "nudna" - jest długa (ponad 60 minut) i powolna, brak jej hitów, piosenki są powikłane i wydumane, za dużo tekstu, za dużo kombinowania, nic tu się nie rozwija, tylko trwa w artystycznym uniesieniu. Zatem, czy warto?

Warto, ze wszech miar. To co na starcie odrzuca, a co wymieniłem powyżej, po jakimś czasie przechodzi i przynosi zadowolenie, jeśli tylko damy płycie drugą, trzecią, czwartą szansę. Zakładając, że płyty z muzyką są rodzajem sprawdzianu dla słuchacza, to I Am Easy To Find to najtrudniejszy z dotychczasowych, jakie rozpisali The National. Nie ma tu przebojów, ani przyjemnych piosenek. Krążek wypełniają kompozycje, z których każda brzmi odrębnie, jakby nie były pisane z myślą o dzieleniu tej samej przestrzeni albumowej. Kolejne numery są skondensowane, aptekarskie, naładowane koncepcją, pomysłowością i artyzmem. To może łatwo nas słuchaczy odrzucić; ale jeśli staniemy na wysokości zadania i załapiemy czego zespół od nas oczekuje, wtedy też, jak w klasycznej komputerowej labiryntówce, otworzy się przed nami cały łańcuch komnat i ukrytych w nich skarbów. A każdy z tych numerów to właśnie skarb, efekt intensywnej pracy twórczej: krew, pot i łzy, oraz bąble na dłoniach.  

Dzięki temu I Am Easy To Find nie jest krążkiem łatwym w obejściu. Brzmi wysoce innowacyjnie i "kompozytorsko", jak twórcza wizja geniusza, który usiłuje wytłumaczyć innym to co słyszy u siebie w głowie. Ten kombinowany rytm, te damsko-męskie dialogi wokalne, te czerpane ozdobniki, cała ta orkiestra. Podobnie jak na nowej płycie Mercury Rev, tak i tu słyszymy zastęp wokalistek, w tym Gail Ann Dorsey, Lisa Hannigan oraz Sharon Van Etten. Są sekcje smyczkowe, są dźwięki elektronicznie, jest chór z Brooklynu; brakuje tylko baletu, chociaż jest film. Płyta powstawała równolegle z krótkometrażowym filmem (w roli głównej Alicia Vikander), który pełni rolę swobodnej ilustracji, symbiozy dźwięku i obrazu. Powiedzieć, że I Am Easy To Find to dzieło złożone, to mało. Patos, koncepcja, misterium, epopeja, Gra o Tron - to wszystko naczynia połączone, podgrzewane ambicją i rozmachem. Patrz Neutral Milk Hotel, patrz Pet Sounds, Blonde On Blonde i Exile On Main St. 

Pamiętacie, gdy po raz pierwszy wsiedliście na szybką, wysoką i gwałtowną karuzelę w wesołym miasteczku? Być może było trochę przerażająco, być może zrobiło się niedobrze albo po prostu chcieliście już wysiąść. Ale za jakiś czas pojawiło się uczucie: chodźmy jeszcze raz. A potem znowu, za każdym razem lepiej, radośniej i chętniej. Mam tak za każdym odtworzeniem I Am Easy To Find; chcę jej więcej, chcę ją usłyszeć ponownie, szerzej, w nowych szczegółach, których jest tu bez liku. Chcę dostrzec jest rozmach i przełomowość, chcę jako słuchacz poczuć się jej częścią, jako werbalizator jej piękna. To płyta niełatwa, kontrowersyjna, napompowana jak balon - ale chce się ją podziwiać i o niej rozmawiać. Jej piosenki to rozdziały powieści, których warto słuchać robiąc przerwy na sen, oddech i namysł. Mnie najbardziej podobają się "Hey Rosey", "Light Years", "Not in Kansas" oraz, chyba najbardziej, piosenka tytułowa. Ale ktoś obok wskaże zupełnie inny zestaw. I to jest niesamowite.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load