Recenzje

2019-05-27
Amarok - "The Storm"
"The Storm" projektu Amarok to jedna z najpiękniejszych i najbardziej niezwykłych płyt, jakie ukazały się na polskim rynku w ostatnich kilku latach.
Wykonawca: Amarok
Wytwórnia: On-Art
Rok wydania: 2019

Zacznijmy od najważniejszego - brakuje mi takiej muzyki na polskim rynku: ilustracyjnej, ambientowej, scenograficznej; filmu dozwolonego tylko dla naszych oczu. Kucz, Komendarek, Piotrowicz, Spaleniak, Żytecki, Skrzek, Rudnik, Ziołek, Biliński, Jacaszek, Duda... wciąż jest jej za mało. Można deliberować, po co komuś muzyka instrumentalna z Polski, skoro bez problemów i w dowolnych ilościach mamy dostęp do muzyków zachodnich? Ano może dlatego, że chcę się przekonywać, po wielokroć, że potrafimy; że muzyka tła nie jest tylko domeną mistrzów nam kulturowo obcych. Chcę wiedzieć, że coraż prężniejszy, rozpoznawalny i beztroski polski rynek muzyczny odkrywa coraz więcej swoich tajemnic, obok jazzu, metalu, prog-rocka, rapu i muzyki środka. Jak dużo ciekawostek przeradza się w trendy? Jak wielu anonimowych muzyków staje się z dnia na dzień gwiazdami; a jak wielu pozostanie na zawsze w podziemiu? Ilu uda się przesunąć granicę alternatywy i mainstreamu? Jak liczni odnajdą własny język i ilu zostanie dostrzeżonych?

Muzyka niby jest jedna, a mimo to uwielbiamy ją kroić, aby ją łatwiej i lepiej ogarnąć. Zrozumienie znaczenia zmiany jaką na polskim horyzoncie muzycznym wywiera muzyka Amarok nie jest łatwe, gdyż trudno jest ją odnieść do czegokolwiek, co byśmy z rodzimego rynku znali i lubili. Tym bardziej, że nowa płyta projektu Michała Wojtasa The Storm jest także krokiem naprzód dla niego samego. Dwa lata temu mieliśmy okazję podziwiać Hunt, płytę powrotową, przypominającą słuchaczom o istnieniu Amaroka, być może w lepszym dla nich i dla samego zespołu momencie. Hunt przybył w chwili, gdy rodzima muzyka progresywna (uproszczenie) staje się coraz atrakcyjniejsza i nie ogranicza się do dosłownie kilku nazw, które niby istnieją, ale nie funkcjonują. Niewątpliwie duża w tym zasługa Riverside, których światło stanowi impuls i zachętę do działania dla innych formacji. Amarok, obok chociażby Collage i Quidam, dał po latach ciszy sygnał życia i dalszych intencji; podsumowane na malowniczym i wielobarwnym Hunt, przerodziły się teraz w coś zupełnie nowego na The Storm.

Nowa płyta jest nie tylko ilustracją naszej wyobraźni, ale bardzo konkretnej i widocznej dla innych koncepcji – spektaklu tanecznego autorstwa Jamesa Wiltona. Brytyjski choreograf tańca współczesnego dowiedział się o Amarok, jak to zwykle bywa, przypadkiem. Eksplorując art-rockowe zasoby Internetu natrafił właśnie na Hunt, które poruszyło właściwe struny – brzmiało jak gotowa do użycia dźwiękowa scenografia, którą warto przyoblec w ciało. Muzykę Amarok, podobnie jak Mike’a Oldfielda – kluczowej dla Michała Wojtasa inspiracji i wzorca – chce się „zobaczyć”. To nie jest „rock”, który przeżywa się ciałem, lecz dynamiczne pejzaże, widoczne tylko po zamknięciu oczu. A teraz, dzięki przedstawieniu, zyskały konkretną interpretację i wizualizację. The Storm jednoznacznie wypływa z Hunt, lecz przekłamaniem będzie nazwanie jej dalszym ciągiem tamtych wydarzeń. Nowa płyta, przez swoją konkretną rolę, jest jeszcze bardziej ilustracyjna, mroczna, dająca pole do popisów zarówno przy użyciu instrumentów tradycyjnych, folkowych, jak i retro-futurystycznego thereminu.


The Storm jest płytą „fabularną” – ma swoje otwarcie, rozwój akcji i dramatyczny przebieg, a także „bisy” w postaci dwóch piosenek. Są to jedyne na płycie kompozycje wykorzystujące głos Michała, umieszczone na końcu krążka – po finale, na ceremonię nagród lub napisy końcowe. Dzięki nim wracamy po długiej podróży w ciemności i deszczu do Hunt; czas na wyjście muzyków zza kulis i występ na środku sceny. To także echa inspiracji klasycznym Oldfieldem, chociażby Tubular Bells czy Ommadawn, które były skonstruowane w podobny sposób. The Storm, mimo swojego konkretnego zadania, nie musi być postrzegane jednoznacznie i bez pola do interpretacji. Tam gdzie nie słychać słów i nie widać obrazów, tam ludzka wyobraźnia dostaje własny instrument; tym bardziej, że The Storm jest płytą wyjątkowo długą (ponad 70 minut) oraz bogatą w szczegóły. Nie sposób jest ogarnąć ją za jednym zamachem; wymaga ona wielokrotnego odsłuchu, najchętniej rano lub wieczorem, gdy nasz wewnętrzny silnik nie pracuje na najwyższych obrotach, a umysł pragnie chwili dla siebie.

Od lat praktycznie jedyną muzyką jakiej słucham rano jest ambient i okolice – Steve Roach, Brian Eno, Global Communication, Popol Vuh, klasyczny Oldfield i Tangerine Dream, itd. To nie jest pora na wrzucanie na ruszt np Alice In Chains; to moment, gdy chcę harmonijnie i stopniowo pobudzić umysł czymś innym, niż hałasem ulicy dochodzącym zza okna. Wśród moich porannych płyt nie miałem ani jednej z Polski, która dawała mi tą możliwość (od niedawna jest to Eye of the Soundscape Riverside). Nie ukrywam, że The Storm teraz do nich dołącza. To krążek odważnie wykorzystujący zdobycze nowoczesności (samplery, klawisze, elektronika, instrumenty cyfrowe), jak i bardziej tradycyjne chwyty rocka, chociażby znak rozpoznawczy Amarok – jubilerską gitarę w stylu Oldfielda i Becka. Poza imponującym zestawem instrumentalnym, Michał posiadł niezwykłą umiejętność kreowania swojej muzycznej rzeczywistości – tłumaczenia wizji na słyszalną dla ludzkich uszu muzykę. The Storm to nie tylko kolejna komnata w jego twórczym labiryncie, ale i impuls motywacji dla kolegów po fachu.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load