Recenzje

2019-06-19
Bruce Springsteen - "Western Stars"
"Western Stars" to pierwsza od pięciu lat płyta Bruce'a Springsteena z nowym materiałem.
Wykonawca: Bruce Springsteen
Wytwórnia: Sony Music Poland
Rok wydania: 2019

Rock’n’roll to nie jest kraj dla starych ludzi. Wie o tym wielu weteranów klasycznego, gitarowego czadu, którzy z biegiem lat stopniowo przerzucają się na brzmienia spokojniejsze: folkowe, nastrojowe, frapujące, introspektywne, nostalgiczne. Jest to niewątpliwie muzyka wychodząca z doświadczenia, życia i natury rzeczy; rock’n’roll nigdy nie umrze, ale my tak. Zatem, zamiast gnuśnieć w odosobnieniu, warto chwycić gitarę i grać do upadłego – na spokojnie, z uśmiechem, ale i łezką w oku. Cohen, Cash, Lemmy, Petty, Bowie – grali do końca. Stonesi nie umrą nigdy. Po McCartney’a przypłynie łódź elfów. Dylan i Neil Young umrą na scenie, a Purple, Scorpions i Ozzy są w wiecznej trasie pożegnalnej. Fleetwood Mac i King Crimson na swoje 50-lecia ruszyli w trasy. Przykłady można jedynie mnożyć. I jest to zachowanie ze wszech miar godne pochwały i naśladowania; nawet jeśli nie jesteśmy muzykami, jedziemy dalej, do upadłego. Niech nas stąd wyniosą, sami nie wyjdziemy.

W taką nostalgiczną, nieco nihilistyczną nutę wpada wraz z nową płytą Bruce Springsteen. Boss niedługo obchodzić będzie 70 urodziny i czuje, że jest to dobry moment na oddech, podsumowanie, retrospekcję swojego bogatego, nagradzanego życia. Aż ciężko uwierzyć, że ten symbol wiecznej młodości, optymistycznego gniewu i animuszu jest z nami już tak długo. Jego nowa płyta Western Stars wyszła po cichu, dyskretnie i elegancko, gdyż takie właśnie zawiera brzmienie. Boss nie udaje Angusa Younga, z niewyczerpaną ilością dynamitu w tyłku; jest typowym amerykańskim ojcem – lubi zabawę, ale i dba o polisę na życie. Jego nowa płyta to taka polisa –oznaka, że gwiazda rocka myśli o sprawach przemijania i nie boi się ich wyrażać w muzyce. To konsekwencja sukcesu Springsteen on Broadway, gdzie w sposób wyciszony, na spowiedzi, Boss zawierzał sekrety życia widowni. Western Stars to ta sama nuta, skierowana do wewnątrz, w przeszłość, nostalgiczna i frapująca.


Nuta nutą, ale co z jakością? Boss przecież już miewał takie osobiste, folkowe płyty; wystarczy przywołać Nebraskę, a nawet takie mroczne sprawy jak The Ghost Of Tom Joad czy Devils & Dust. Tu jest cały pies pogrzebany; Western Stars wypada przy nich dosyć blado – trywialnie, sztampowo, wręcz kiczowato. Bossowi dynamit urwał cohones i chociaż jest tu garść świetnych piosenek i rozwiązań kompozycyjnych, to przeważa miałkość, nuda, temperatura zero i brak smaku. To straszne, ale Boss brzmi tu jak jego uczniowie; gorzej, jakby sam się od nich uczył – Glen Hansard, Eddie Vedder, Ben Harper, itd. Tak, mistrzom można więcej niż uczniom i nie winię Bossa, że wydał płytę na której brzmi jak Mark Knopfler (są w tym samym wieku) – Western Stars pasuje bardziej do dwóch ostatnich płyt byłego lidera Dire Straits, The Tracker oraz Down the Road Wherever. Nie będę zadawał pytań, tylko gdy będę w jego wieku odpalę ten krążek. Wtedy być może go polubię.

Nie chodzi o to, że jest to płyta folkowa, na modłę country. Uwielbiam folk, taki jakiego nauczył nas Dylan, a kontynuowali Petty, wujek Neil, itd. Nie chodzi także o wiek, gdyż tacy mistrzowie jak Cash i Cohen najlepsze rzeczy wydali u zmierzchu życia. Tylko gdyby to jeszcze była taka płyta! Z jednej strony czuć jest tu drogę – ten pociąg, te przestrzenie, słońce i wiatr, przyczepy i traktory. Z drugiej, Boss śpiewa o ściganiu mustangów, braniu stopa i szybkiej jeździe samochodem i ogólnym carpe diem. Jest do bólu sztampowy, trywialny, naiwny, powielający sam siebie oraz innych. Czy to zarzut? Sam w sobie - nie; musiałbym zarzucić większości muzyków, że kogoś powielają i są sztampowi. Problem w tym, że Boss nie jest tą płytą w najmniejszym stopniu przekonywujący. Pośpiewał o życiu, pobrzdąkał na gitarze, a chór i orkiestra na smyczki i harmonie przygrywały mu w tle. Wszystko. Jaka okładka, takie brzmienie. To rzecz dla fanów, którzy biorą w ciemno wszystko co Boss nagra.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load