Recenzje

2019-07-18
Stonerror - "Widow In Black"
Po przebojowym imiennym debiucie sprzed dwóch lat, krakowscy stonerowcy wrócili z nową płytą. Otwartą, bardziej przestrzenną i jeszcze cudownie naturalną.
Wykonawca: Stonerror
Wytwórnia: Stonerror
Rok wydania: 2019

Modyfikacja formuły nie pozbawiła jednak kompozycji zespołu przebojowości. Wręcz przeciwnie. Takiego drive’u, jaki reprezentuje otwierający płytę utwór „Ships Of Fire” może pozazdrościć połowa krajowej czołówki. A gdy dodamy do tego solówki gitarowe, które w części utworów zawartych na płycie zagrał nieformalny członek zespołu i jednocześnie jego producent Maciek Cieślak (Ścianka, Lenny Valentino), to robi się jeszcze ciekawiej. Kompozycja tytułowa ma w sobie posmak retro rocka, aczkolwiek ponownie nośność nadaje jej połysku i sznytu. Znacznie ciekawiej robi się w pustynnym, transowym „Tumbleweed”, który za pomocą kilku dźwięków buduje niesamowity klimat piaszczystej drogi o zmierzchu. Zaś rytmiki i polotu kawałka „Kings Of The Stone Age” spokojnie mogłaby pozazdrościć formacja Josha Homme’a o bardzo podobnej nazwie. A skoro jesteśmy przy panu Joshu, to „Domesday Call” kłania się w jakimś stopniu twórczości grupy Kyuss. Na plus jednak wyróżniają ją partie wokalne Łukasza Mazura – z lekkim pogłosem, aczkolwiek czytelne i mocne w wydźwięku. Na tym tle najsilniejszym, a zarazem zenitalnym punktem płyty jest „Hellfire”. Powoli ‘rozwieszany’ narastający klimat, na przemian transowe i melodyjne wokale, czynią zeń kwintesencję brzmienia Stonerror. Zaskakująco brzmi natomiast instrumentalny, psychodeliczny „Asteroid Fields”, który przypomina nieco dokonania Pink Floyd (zwłaszcza z początkowego okresu), czy też The Doors. Natomiast „Mothership” kontynuuje wcześniejsze wojaże grupy, zaskakując bardzo gęstą fakturą w warstwie rytmicznej. Płytę zamyka długi, ‘skoczny’ i intensywny „Revelation”.

Najlepszym odzwierciedleniem zawartości muzycznej „Widow In Black” będą koncerty grupy, które w obliczu takiego materiału, mogą stanowić nie tylko jej rozwinięcie, ale przede wszystkim nową jakość. Osobiście czekam na konfrontację sceniczną z zespołem.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load