Recenzje

2019-07-31
Eagles of Death Metal - "Presents Boots Electric ‎Performing The Best..."
Na nowy album studyjny Orłów z w pełni autorskim materiałem czekamy już 4 lata i jeszcze zapewne poczekamy. Grupa kierowana przez Jessego Hughesa postanowiła więc przypomnieć się fanom płytą "EODM Presents Boots Electric ‎Performing The Best Songs We Never Wrote" z własnymi wersjami utworów innych wykonawców. Czy była to decyzja właściwa - ocenił dla nas Jakub Oślak.
Wykonawca: Eagles of Death Metal
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2019

Chwilę zajęło mi dojście do tego, że to covery. Eagles of Death Metal od czasu wydarzeń w Paryżu 2015 nie nagrali jeszcze nowego, autorskiego materiału; ale, chcąc nie chcąc, usiłują dawać znać, że ich przygoda z muzyką nie dobiegła jeszcze końca. Ta oto płyta to rozwinięcie limitowanego materiału, jaki ukazał się rok temu pod szyldem Pigeons Of Shit Metal. Jesse Hughes wraz z gremium krewnych i znajomych postanowił wykonać na swoją niepowtarzalną modłę szereg piosenek, jakie uważa za ulubione. Obecność Guns’n’Roses, Kiss i Ac/Dc w tym zestawie w ogóle nie dziwi. George Michael to żenujący dowcip rechoczącej gównażerii, za to Steve Miller to doskonała profanacja pewnego hitu; ale największe zaskoczenie na płycie – to Cat Stevens i Mary J. Blige. Zatem, po kolei. 

Najpierw słowo wyjaśnienia. Jestem antyfanem rodzaju grania, jakie prezentują EODM, a które skądinąd zyskuje coraz większą popularność – patrz sukces Tenacious D, Steel Panther czy Flight of the Conchords, oraz rodzimego Nocnego Kochanka czy Sławomira. Tak, pop, metal, rock’n’roll i wiele innych są pełne klisz, kiczu i żenady, które tak lubimy wyśmiewać i wyszydzać publicznie; a najlepiej, żeby inni robili to za nas, dla naszej uciechy. Ja tego nie kupuję i choćby nie wiem jak sympatycznym frontmanem był Jesse Electric Boots – wszelka parodia w muzyce to dla mnie druga kategoria. Tym bardziej, że żyjemy w czasach ogólnej retromanii i recyklingu pop-kultury, której mam już dosyć. Zatem, wszelkie „nowe” żarciki w stronę „kumatych” uważam już za suchary z brodami.

Jak bowiem inaczej przyjmować „Careless Whispers”, śpiewane na eagle'owatą nutę, która brzmi jak karaoke studentów w Proximie w końcówce jak 90.? Tak jakby ktokolwiek potrzebował wyjaśnienia dlaczego jeden z największych przebojów lat 80 w wykonaniu pięknego George’a brzmi zabawnie po latach. Podobnie Kiss i Ac/Dc, wesołe i zabawne same w sobie, przez Eagles doprowadzone do niewyszukanego happeningu podpitego wujka na przyjęciu urodzinowym. Do pełni szczęścia brakuje w tym zestawie Manowar i Modern Talking. Różnica polega na tym, że George, Kiss, Ac/Dc byli prawdziwi; mniej lub bardziej żenujący, ale byli sobą. A Eagles swoim śmiesznym-inaczej kabaretem próbują szydzić z czegoś, co wyszydzane być nie musi. I na tym właśnie polega porażka tych piosenek.

Ale mam też dobre wiadomości, posłuchajcie. Pomimo powyższych sucharów, Eagles potrafią zaskoczyć trafionym żartem; oraz, potrafią odłożyć żarty na bok. Po pierwsze, „Abracadabra” z repertuaru The Steve Miller Band; przebojowa moc zostaje wykorzystana przeciw nim samym i z białozębego pop-rocka zostaje nam piosenka sprośna i obsceniczna. Ale dalej jest jeszcze lepiej, bowiem Eagles sięgają po „Trouble” Cata Stevensa i po prostu go wykonują – bez jajcarstwa, skromnie i szczerze. To najmocniejszy punkt płyty. W Jesse’m na pewno tkwi jeszcze koszmar tamtej zimy i być może to wykonanie jest jakimś tego wydźwiękiem. Podobnie z „Family Affair” Mary J. Blige, przebój zajechany w swoim czasie, zaskakuje świeżością i magnetyzmem. Dla chcącego nic trudnego.

Pastisz i parodia w muzyce pop to nic nowego. Zappa, Yankovic, Spinal Tap, you name it. Tylko, że jak każdy żart – śmieszy raz, albo wcale. A muzyka powinna być na lata. Pamiętacie Ztvorki i ich „Bilet” („Beat It” Michaela Jacksona)? To był rok 1999 i nawet wtedy to nie śmieszyło. A tutaj, po 20 latach, dostajemy to samo, tylko z lepszym zapleczem nagraniowym. Podsumowując, omijać łukiem. Być może ja ich nie pojmuję lub źle interpretuję, ale co tu interpretować – wystarczy posłuchać.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load