Recenzje

2019-08-02
Bitamina - "Kwiaty i Korzenie"
Piąty album grupy Bitamina to według naszego recenzenta "kolejna odsłona eksperymentów muzycznych i tekstowych" tego zespołu. Zapraszamy do zapoznania się z całą recenzję tej świetnej płyty.
Wykonawca: Bitamina
Wytwórnia: Kalejdoskop Records / Wydawnictwo Agora
Rok wydania: 2019

Szufladkowanie wykonawców, zespołów. Kusząca perspektywa, bo nie trzeba się wysilać z opisywaniem muzyki. Czasem jest to zadanie łatwe, czasem trudne lub wręcz nieosiągalne. Te trudne przypadki mają czasem to do siebie, że jest w nich niebanalność, która przyciąga. I ta niebanalność jest jednym z powodów, dla których Bitamina zyskała w ostatnich latach sporą popularność. Poprzednia płyta – „Kawalerka” odbiła się szerokim echem, kariera zespołu nabrała rozpędu.

Muzyka świata, indie, hip-hop, jazz, soul, bałkańskie oraz pierwotne rytmy. W Bitaminie przenika się wiele muzycznych światów. „Kwiaty i korzenie” to kolejna odsłona eksperymentów muzycznych i tekstowych. Zespołowi na tej płycie nigdzie się nie śpieszy, ale równocześnie kłamstwem byłoby stwierdzenie, że utwory usypiają. Hipnotyzuje transowy rytm. Zwracają uwagę teksty – eksperymentowanie z poezją, metafory odnoszące się do różnych codziennych spraw, np. do ekologii (dźwięki natury też znajdą się na albumie). Wciągające inteligentne gry i zabawy słowem. Wplątane też są nagrane dialogi z codzienności.


Dęciakowy moment w „Prezydencie”. Prosta, ale ładnie prowadząca przez utwór gitara w „Odnajdziemy raj” i chwytliwy refren. Rytmiczność w żywym – jak na standardy tego albumu – „Na pół”. Te drobne rzeczy w trójce moich faworytów z płyty, o których właśnie wspomniałem, robią robotę. Eklektyzm sprawia, że np. „Czerwone Oko 2013”, które muzycznie ociera się o rejony pompatycznej odsłony romantycznych piosenek ma w sobie klasę. Mogło się skończyć przesłodzeniem, ale na szczęście się nie skończyło. A i instrumentalne „I” wypada bardzo dobrze.

W niektórych utworach („Mama Europa”, „Len i Krawiec”) obok siebie pojawiają się obaj wokaliści – Mateusz Dopieralski i Piotr Skibiński. Melorecytacje czy może raczej melodeklamacje tego drugiego też mają swój urok. Słychać to w utworach, w których przejmuje pełną wokalną władzę („Na uchu słonia” z klimatem starego kina czy „Iskieriusz”). Ale w większości kompozycji pierwsze skrzypce (choć chodzi tu o wokal) gra Dopieralski. Śpiewane, rapujące, łączące i jedno i drugie jak w „Secy za wałem”. Są też goście: Grubson, Jarecki i Schrott w „Poka jak u ciebie tańczą” – utworze, który najmniej mi podszedł z całej płyty, choć klimat pobity przez dęciaki może porwać do tańca.

Nieśpieszny, naturalny klimat połączony z intrygującymi tekstami i niebanalnością muzyki. Połączenie, które przyciąga do słuchania. „Kwiaty i korzenie” mają czym oczarowywać i robią to skutecznie.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load