Recenzje

2019-10-01
Opeth - "In Cauda Venenum"
""In Cauda Venenum" jest wielką płytą – majestatyczną, dumną, piękną, pełną patosu, artyzmu i pietyzmu; można z niej budować domy!" - tak zachęca do zapoznania się z nowym dziełem grupy Opeth nasz recenzent Jakub Oślak.
Wykonawca: Opeth
Wytwórnia: Nuclear Blast
Rok wydania: 2019

Jesień zawsze przynosi dobre albumy. Tak jakby złośliwość aury była z premedytacją równoważona wyrazistością muzyki. Zanim za tydzień pewien upiorny skrytobójca zatopi kryształowy sztylet w naszym sercu, warto pochylić się nad płytą równie istotną i piękną – nowym krążkiem Opeth. Słowo krążek tu nie pasuje, implikując coś niewielkiego i skromnego. In Cauda Venenum jest wielką płytą – majestatyczną, dumną, piękną, pełną patosu, artyzmu i pietyzmu; można z niej budować domy! Np nawiedzone, jak ten z okładki, takie w którym mieszka Nosferatu i odwiedza po kolei każdą z komnat, z której zamknięta jest inna dusza i jej historia, równie piękna i romantyczna, co tragiczna i straszna.

Krążek ukazał się trzy lata po Sorceress, w co trudno uwierzyć biorąc pod uwagę, że Szwedzi jeszcze w tym roku „promowali” materiał z Czarnoksiężniczki na żywo. Fani w Warszawie zachęcali Mikaela Akerfeldta do zaprezentowania części nowego materiału na żywo, ale po szybkiej naradzie zespołu na scenie wyrok padł jednoznaczny: nie. Nie byli gotowi, nie ćwiczyli nowych kompozycji, nie chceli psuć wrażenia. Słuchając In Cauda Venenum można zrozumieć dlaczego: to bogaty, złożony materiał, który dobrze jest poznać i zgłębić jako całość, bez rozdzielania na lepsze czy gorsze kompozycje. Oczywiście są tu „hity”, lub raczej – momenty. Siła tej płyty ukryta jest w detalach i przebłyskach geniuszu.

Słuchanie nowej płyty Opeth przypomina oglądanie filmu. To film złożony z pokojów, tak jak „Delicatessen” Jeuneta czy „Cztery pokoje” Tarantino lub videoklip do „Protection” Massive Attack. W każdym z nich dzieje się inna historia, które gdzieś na końcu splatają się w całość. Posmaku filmowości dodają też sample podkradzione ze szwedzkiego programu dla dzieci z lat 70.; ale przede wszystkim czyni to długie intro w postaci „Garden of Earthly Delights”. To nie tylko czytelny ukłon w stronę Hieronima Boscha, ale także Popol Vuh – dyżurnych muzyków na dworze Wernera Herzoga. To oni odpowiadają za te niesamowite syntetyczne dźwięki w „Nosferatu wampir” czy „Aguirre”.


I właśnie od tego intro, nomen omen, wszystko się zaczyna. Kolejne kompozycje prezentują najróżniejsze oblicza Opeth – od ciężkich riffów i kombinowanych kompozycji po poetycką delikatność, niezwykłą wrażliwość i zrozumienie muzyki. Akerfeldt zupełnie przestał growlować (chociaż potrafi skutecznie wrzasnąć i zawyć), ale za to w śpiewie dał z siebie wszystko. Jego wokal nabrał siły i tożsamości, momentami przypominając Rolanda Orzabala z Tears For Fears. Jest twarzą i głosem zespołu, który na nowej płycie nie tyle dominuje nad muzykę, co jest muzyką. Album w dużej mierze zawdzięcza swój nastrój zarówno słowom, jak i wachlarzowi barw śpiewu Mikaela.

Reszta muzyków rzecz jasna pozostaje zwartym teamem. Grają bardzo „posłusznie” koncepcji albumowej i wszyscy dokładają się do pełności tego dzieła, zarówno w delikatnym „Lovelorn Crime” jak i bogatym, progresywnym, symfonicznym „Charlatan”. „Heart in Hand” czy „All Things Will Pass” zapierają dech nie tylko rozmachem, majestatem i pięknem, ale zwartością grania; wszyscy idą równo i poważnie jak orkiestra z nut pod surową batutą mistrza, który wie. Tą muzykę napisał ktoś, kto dobrze czuje słuchacza, bo sam nim jest. I potrafi zarówno wtrącić swoje fascynacje – np The Beatles – jak i dać ujście lekcjom jakie przez lata odbierał od innych muzyków, osobiście albo z płyt.

In Cauda Venenum zachwyca szczegółami, tak jak tryptyki Boscha, gdzie za każdym spojrzeniem odkrywamy coś nowego. Jej piękno pochodzi z szacunku do muzyki, która brzmi nie po to żeby zadowolić ego twórcy, lecz żeby zachwycać i fascynować. To płyta złożona, chwilami trudna, ale nie męcząca – słucha się i ją przeżywa jak najpiękniejszą opowieść, raz po raz. Jej estetyczna groza ma fascynować i pobudzać wyobraźnię, tak jak Nosferatu, w którego towarzystwie odwiedzamy kolejne komnaty. Jeśli Opeth chcą grać na żywo ten horror-show w całości, to tylko w miejscach, które to wesprą, jak londyński Royal Festival Hall czy Opera w Oslo. Mam nadzieję, że właśnie tam ich usłyszę.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load