Recenzje

2019-10-25
Swans - "Leaving Meaning"
Łabędzie znowu nadleciały. Tym razem jesienią, która to pora roku akurat dla tego konkretnego gatunku wędrownego ptactwa wydaje się idealna.
Wykonawca: Swans
Wytwórnia: PIAS Poland
Rok wydania: 2019

Białe łabędzie niechaj płyną, niech płyną

Tu został po nich tylko żal

Białe łabędzie wiosną znowu przypłyną

A ty dziewczyno czekaj, czekaj tam

Gdy sięgniemy uchem do tytułowego „Leaving Meaning” nie sposób tego nie zobaczyć – zachmurzonego, zamglonego poranka, gdzie bladość, szarzyzna i krakowski spleen. Ostatni ludzie zataczają się do domu na autopilocie, a pierwsi chodem nakręcanych lalek ruszają w codzienną drogę. Ta muzyka zachęca do wyglądania przez okno, gdy szukając skupienia oraz oddechu muzy natrafiamy na pierwszy refleks słońca na pobliskiej katedrze. Michael Gira niczym muezzin wzywa słuchacza do chwili zadumy i refleksji nad sobą i światem, aczkolwiek w tej świątyni bóg może być tylko jeden. W kowbojskim kapeluszu, z ramionami, które niejedno widziały, po raz kolejny transmituje nam swoją wizję; jak zawsze niezadowolony, ale znów uniesiony twórczym gniewem i niezaspokojonym głodem ekspresji, kreacji, dominacji i adoracji.

Nie zamierzam zgłębiać różnic między Leaving Meaning a trylogią The Seer / To Be Kind / The Glowing Man. Jak dla mnie są one kosmetyczne. Łabędzie lecą dalej. Jasne, nowa płyta jest jakby cichsza, stonowana, mantrująca i horyzontalna; ale to nadal są te same dzikie fale, które zwyczajowo układają się w tsunami. Swans w wydaniu płytowym nie mają aż takiej siły uderzenia, co w sytuacji na żywo; jednak wiemy, że aby to poczuć trzeba tam być i doznać tego cumulusu dźwięku na własnej skórze. W domowym zaciszu lepiej wypadają w wersji zamkniętej, stonowanej, o wyraźnie zarysowanych kształtach i barwach. Gira głosem niczym Lou Reed wyłania się z chmury z balladą na ustach, a za nim chór, fortepian i dzwonki, zupełnie jak u Cave’a. Ale gdy tylko ta kołysanka uśpi na chwilę naszą czujność, natychmiast nadlatują demony w łabędzim kluczu. Zamglony poranek staje w ogniu, a oddający pokłony przed gniewnym słońcem szepczą w duszy zaklęcia końca i wiecznego spokoju.

 

Leaving Meaning jak każda płyta Swans jest doświadczeniem naukowym. Długim, powolnym, być może niebezpiecznym, osadzonym bezpośrednio w języku duszy. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejny krążek, kompozycja czy minuta. Gira to artysta niespokojny, na próżno ścigający swój ideał, co chwila kasując i wskrzeszając swój zespół. Każde jego słowo, dźwięk, gest i chwyt jest wskazówką, dokąd zmierzamy. Ta płyta może być wyraźnym krokiem ku wyczekanemu oświeceniu; aczkolwiek, nadal spowijają ją te ponure chmury, których sensu nie rozumie nawet on sam. Goniąc za ideałem wydaje na świat powikłane, eksperymentalne, wciągające i wielowymiarowe albumy, których blask, w oczach samego Giry, mija jak wszelki urok na drugi dzień. Gdy rozbrzmiewa „The Nub”, „Leaving Meaning” czy „Amnesia” wydaje się, że już to ma, sięga tego, co gonił. Po czym ponownie przychodzi mrok i czyściec, a jęki potępieńców budzą nas z iluzji i błogiego odrętwienia.

Nowa płyta Swans jest rytuałem barw, nastrojów, kształtów i dźwięków. Znajdziemy na niej zarówno coś z podziemi Londynu, jak i ulic Nowego Jorku. Są tu gorące przestrzenie Austin, dramatyczny spokój Oslo, jak i gabinet luster Szanghaju. Gira potrafi transmitować koktajl piękna i niepokoju, wolności i zguby, szeptu intymnej poezji i szału publicznego performance. Jego muzyka przypomina kostkę Rubika obracaną nerwowo przez osobę psychicznie chorą; a kompozycje i dramaturgia płyty to nic innego jak pędzące metro, do którego wciąż wsiadają kolejni pasażerowie. Leaving Meaning ma w sobie tyle samo z apokalipsy, co z ciszy i zapachu pięknego świtu. Front okładki wygląda jak jej tył, a muzyka rodzi się w ciszy, ale kończy w hałasie. Swans po sukcesie ostatnich trzech płyt stali się pupilkiem wykształciuchów, Slayerem hipsterów, obiektem pożądania i odrazy (niezbyt serio). Leaving Meaning ma wszelkie podstawy, aby po raz czwarty wznieść ten puchar, a wszelki żart ponownie przekuć w powagę.

 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load