Recenzje

2019-10-28
Muniek Staszczyk - "Syn Miasta"
Muniek wydał drugi solowy album studyjny, który w ocenie naszego recenzenta Marcina Knapika jest wydawnictwem udanym i dojrzałym.
Wykonawca: Muniek Staszczyk
Wytwórnia: Wydawnictwo Agora
Rok wydania: 2019

Uff. Tak trzeba zacząć pisanie o drugiej solowej płycie Muńka Staszczyka. Jak dobrze, że artyście udało się wymknąć śmierci. W połowie lipca trafił w Londynie do szpitala po wylewie. Jakże inaczej spoglądalibyśmy na teksty zawarte na tej płycie, gdyby skończyło się to tragicznie. Na szczęście Muniek wciąż jest wśród nas i możemy się cieszyć. Po pierwsze – z wydanej niedawno książki „King!” napisanej wraz z Rafałem Księżykiem (tak więc zapowiada się ciekawie). A po drugie – z solowej płyty Muńka. Drugiej w jego karierze.

W porównaniu do „Świętego” z 2010 roku mamy ogromne zmiany w składzie towarzyszącym Staszczykowi. Przyszła młodość. Na płycie gra zespół: Jurek Zagórski, Kasai czyli Kasia Piszek, Patryk Stawiński oraz Kuba Staruszkiewicz. Zagórski jest też producentem muzycznym, a za miks odpowiada Piotr „Emade” Waglewski (poza „Polą”, którą zmiksował i której producentem muzycznym jest Bartosz Dziedzic). Jeśli chodzi o akcenty związane z T.Love, to mamy tylko Jana Pęczaka jako autora muzyki do „Edith Piaf (Artyści muszą…)” i „Zakurzonych tynków w Petersburgu”.


Skoro przy tej dwójce kompozycji jesteśmy, to są to dwie najbardziej "tilawowsko" brzmiące utwory. Przy czym „Edith Piaf (Artyści muszą…)” brzmi przyjemnie, ale też równocześnie nijako muzycznie, to „Zakurzone tynki w Petersburgu” mają w sobie i rytm i werwę. „Syn miasta” jest różnorodny muzycznie, bo i zespół i zestaw gości temu sprzyjają. I trzeba tu będzie wspomnieć o „Poli”, czyli utworze, o którym od czerwca (czyli od kiedy się pojawiła) napisano już bardzo dużo. Jeden z najważniejszych polskich utworów tego roku. Praca tria: Muniek, Dawid Podsiadło i Bartosz Dziedzic zaowocowała największym hitem Muńka od… Chyba od „Ajrisz” czy „Nie, nie, nie” T.Love z płyty „Model01”z 2001 roku. Pisząc „największy hit”, mam na myśli to, jak w wielu stacjach radiowych grany jest utwór. Owszem, był „Lucy Phere” w 2012 roku, który zdobył szczyt Listy Przebojów Trójki, ale nie dało się go uświadczyć w stacjach komercyjnych. A tutaj się tak stało. Przyjemne brzmienie połączone ze słowami skłaniającymi do refleksji o Polsce. A że Muniek potrafi pisać ciekawe teksty o sprawach społecznych, będące obserwacją otaczającego świata, to wiemy. Takimi tekstami są też te o wolności artysty w „Edith Piat (Artyści muszą…)” czy o roli kłamstwa w dzisiejszym świecie w „Kłamstwie”. I takie linijki jak te w „Ołowiu”: „Ja kocham ten zafajdany chodnik/A Ku Klux Klan nie będzie tutaj rządzić”. W ogóle pod względem tekstowym „Syn miasta” pokazuje bardziej refleksyjne oblicze Muńka.

Z gości na albumie jest jeszcze Wojciech Waglewski, który napisał muzykę do „Bo życie jest…” i swoją gitarą wpisuje się tam w nastrój cieszenia się każdą chwilą życia. Ta urocza ballada nabrała nowego znaczenia w kontekście obecnej sytuacji Muńka. Błażej Król napisał muzykę i wraz ze Staszczykiem słowa do „Szwów” prezentujących przyjemne, a jednocześnie bardziej pastelowe oblicze popu. Kasai stworzyła muzykę i śpiewa z Muńkiem „Kłamstwo” zabierające na koniec płyty do jeszcze jednego innego muzycznego świata dzięki orkiestrze grającej w rytmie walca. Czuć, kto maczał palce przy tworzeniu utworów, ale ładnie to wszystko współbrzmi. Bardzo mocnym punktem albumu jest „Ołów”. Naklejka na płycie zapowiada wybór tego utworu na singiel i nie dziwi ten wybór. Rockowy, ciężki, a jednocześnie chwytliwy. Bardzo ładnie wypada przeróbka utworu Marka Grechuty „Krajobraz z wilgą i ludzie” – spokojny, transowy, jazzujący z melodeklamującym Muńkiem. A całość dopełniają brudno brzmiące „Wszyscy umarli” i amerykańsko-bluesowe „Ta piosenka nie jest dla Ciebie”.

Kiedy myślisz „muzyk T.Love, który odniósł solowy sukces”, do tej pory przychodził do głowy Sidney Polak. Zrobił to z muzyką inną niż ta prezentowana przez T.Love. Muniek nie odszedł od niej aż tak bardzo, ale pokazał swoje różnorodne oblicze. „Syn miasta” to dojrzała płyta. I udana. Bardzo przyjemnie będzie do niej wracać, choć w tekstach nie jest aż tak przyjemnie. Dobrze, że możemy się nią cieszyć. A na koniec pozwolę sobie być wyrazicielem myśli wielu osób i życzyć Munkowi szybkiego powrotu do zdrowia.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load