Recenzje

2019-11-19
Tindersticks - "No Treasure But Hope"
Po trzech latach czekania otrzymaliśmy nowy album brytyjskiej grupy Tindersticks, który według naszego recenzenta jest "być może najdojrzalszym z ich albumów".
Wykonawca: Tindersticks
Wytwórnia: City Slang / Sonic Records
Rok wydania: 2019

Żeby usłyszeć Tindersticks, trzeba znaleźć chwilę spokoju. To niełatwe, ale kto powiedział, że muzyka jest rzeczą łatwą? Gdy Stuart Staples śpiewa swoim czułym lecz zagadkowym głosem, świat dookoła cichnie. Znajdujemy się w zaciszu czterech ścian, za oknem noc, kot na kolanach, a przed nami tylko wyobraźnia. Oto ekipa, która posiadła dar uciszania świata, jeśli tylko da się im ku temu odpowiednie warunki: zły dzień, deszcz, otępiające zmęczenie i brak chęci interakcji. Jak chochliki z innego wymiaru chwytają smyczki, pianino, miotełki perkusyjne, klasyczne gitary - i snują opowieści poetyckie, frapujące, nostalgiczne, napisane w innym czasie, niepasujące do epoki natychmiastowości i gry pozorów.

Twin Peaks, Bohren & The Club of Gore, Antony & The Johnsons, Current 93, Nick Cave & The Bad Seeds... ten ciąg zawiera także miejsce dla Tindersticks i ich smutnej elegancji, dziwacznej subtelności i lirycznej natury. No Treasure But Hope to być może najdojrzalszy z ich albumów, a na pewno znaczący krok naprzód w eksplorowaniu możliwości tego niełatwego gatunku jakim jest chamber-pop. Łatwo tu o sztampę i powielanie pomysłów jakie panują w muzyce od czasów Cohena, Brela, Aznavoura, Waitsa, Buckleya, itd. A mimo to te numery nadal chwytają za serce, jak stare zdjęcia odnalezione przypadkiem po latach; być może właśnie dlatego, że transmitują za pomocą odległej estetyki emocje ponadczasowe, dobrze znane każdemu.


„The Old Man’s Gait”, „Take Care In Your Dream”, „Trees Fall”, czy „For The Beauty” to swobodne dryfowanie między smutkiem a błogością, które w muzyce Tindersticks są nierozłącznie powiązane, wręcz jednolite. No Treasure But Hope jest ascetyczna i wyciszona, tak jak przepiękne „Willow”, które zespół dostarczył na początku roku do filmu. Można usłyszeć jak wyje wiatr i spadają szpilki. Dla tej ekipy to nic nowego, ale kto prześledzi ich dorobek ten zaobserwuje rozwój poprzez redukcję. Aranżacje są coraz dyskretniejsze, a piosenki coraz bardziej kameralne. To już nie rzecz do filharmonii, lecz klubu, baru, kawałka podłogi, ludzkiej duszy. To muzyka wyłącznie do wiadomości słuchacza, bez kontekstu, otoczenia, towarzyszy, innej pory niż noc, cisza i czas. 

 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load