Recenzje

2019-12-09
Neil Young With Crazy Horse - "Colorado"
Siedem lat po premierze albumu „Psychedelic Pill” Neil Young & Crazy Horse powrócili z nową płytą „Colorado” nagraną w większości w tym właśnie stanie USA.
Wykonawca: Neil Young With Crazy Horse
Wytwórnia: Warner Music Poland
Rok wydania: 2019

Nie nadążam słuchać nowych płyt wujka Neila, tyle ich wydaje. Mówimy tu o rzeczach solowych i grupowych, nowych i archiwalnych. Neil Young aktualnie kroczy swoją ścieżką pokoju w otoczeniu najmłodszych towarzyszy z Promise Of The Real, ale jego stare łyse konie z Crazy Horse nadal nie powiedziały ostatniego słowa. Sporo czasu upłynęło już od ich ostatniego, epickiego Psychadelic Pill, ale ten ogień jeszcze się nie wypalił. Colorado to nowy, świeży materiał od tych weteranów, wiedzionych wizją niestrudzonego lidera przeżywającego kolejną już młodość. Zaprawdę, wszystkie wydane w ostatnich latach płyty Younga zasługują na docenienie; gdy mistrz przemawia, uczniowie słuchają. Ale to właśnie Colorado jest tą jedną na którą chcę zwrócić szczególną uwagę.

Jeśli Neil Young ma swoje jedno klasyczne brzmienie, to właśnie ono wypełnia Colorado. Mieszanka amerykańskiego folku i elektrycznej alternatywy, majestatyczna i niespieszna, rozwijana spontanicznie i cyklicznie, wśród tekstów niespokojnych o losy ziemi, matki natury, ludzi jako jednostek i jako narodów.


Brzmienie Crazy Horse ma w sobie sporo ze stoner rocka, hipnotycznego i transowego. Colorado po okresie studyjnej ciszy kontynuuje to brzmienie. Być może nie tak radykalnie, ale za to z większą świadomością czasu i miejsca. „She Showed Me Love” czy „Help Me Lose My Mind” to kwintesencja stylu Younga i Crazy Horse, długa i improwizowana, poetycka i z przekazem; to ta klasa co kanoniczne „Down By The River” czy nowsze „Walk Like A Giant”.

Ale na sile riffów i napięciu gitar nie koniec. Colorado skrywa sporo frasunku i nostalgii, zamyślenia i wrażliwości. Young jest świadom swojego wieku i jego piosenki oddają to status quo. Nostalgiczne „Olden Days”, rozmarzone „Think Of Me”, romantyczne „Eternity” i chwytające za serce „I Do”. Finał płyty niesie nutę zmierzchu, spokojnego i uśmiechniętego, ale nieuchronnego i chłodnego. Podobnie jak Cohen, tak i Young wie, że czas nie będzie dla niego wiecznie łaskawy, więc pozostawia po sobie na drodze przekaz, muzykę i wrażliwość. Nie testament, bo to nie koniec, ale świadomość epilogu majaczącego w sokolim wzroku. Colorado to piękna płyta, wciągająca i wrażliwa, krzepiąca i frapująca. Lepsza od wielu poprzednich. Sto lat w końskim zdrowiu Wujku!

 

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load