Recenzje

2020-01-02
Blitzkrieg - "Good Times"
Łódzki Blitzkrieg zaprezentował następcę wydanego w 1991 roku albumu "Holy War" - mini-album "Good Times".
Wykonawca: Blitzkrieg
Wytwórnia: Psychotribe Records / Sonic Records
Rok wydania: 2019

Po 26 latach niebytu Blitzkrieg wielkimi, odważnymi krokami wrócił do funkcjonowania w świadomości publiczności jako żywy, twórczy, nagrywający i koncertujący zespół. Lub inaczej – oni próbują wrócić od 26 lat, jak twierdzą sami muzycy, tylko zawsze coś stawało na przeszkodzie – dystanse, zdrowie, priorytety, po prostu życie. Ale chęć zawsze była. Miłości do muzyki i przeżywania jej wspólnie, czy to przy głośniku, czy na koncercie, czy wreszcie na scenie nie traci się nigdy. Dzisiejsze niepokojące, „ciekawe” czasy bardzo sprzyjają powrotom nawet z bardzo daleka. Nie będę próbować wymieniać formacji, które po samoistnej dezintegracji wróciły znienacka w zupełnie innej dla siebie rzeczywistości. Fakt, najciekawsza muzyka rockowa zawsze powstawała w czasach niepewnych, chwiejnych, podzielonych i bolesnych, w Polsce i na świecie. Być może owe powroty do grania są zwiastunem, albo objawem tej niepewności, owych przewrotnie nazwanych Good Times?

Blitzkrieg korzeniami sięga jeszcze PRL-u, który był jaki był, ale paradoksalnie pod kątem muzycznym był czymś niezrównanym; oczywiście mówię tu o chmarze piwnicznych zespołów punkowych i rockowych - „jarocińskich” – z których tylko nieliczni mieli szansę na wydanie płyty. Holy War Blitzkrieg została wydana już po wyprowadzeniu sztandaru (dopiero wtedy); dobrze jednak wiemy, że wraz z dniem końca komunizmu nad Wisłą nie zapanowały momentalnie ogólny dobrobyt i radość. Po debiucie zespół przestał istnieć, ale teraz – także dzięki reedycji i poprawieniu Holy War oraz krótkiej acz znaczącej serii koncertów, Blitzkrieg ponownie zaznacza swoją obecność. Do rąk dostajemy Good Times, taką epkę-wizytówkę, demonstrację możliwości kompozycyjnych zespołu w 2019. Z jednej strony trzy odświeżone kompozycje z Holy War – w tym ta najbardziej przebojowa, czyli „Elevator”, oraz trzy nowe, na czele z tajemniczym, sugestywnym, poetyckim „Remarque”.


Jak zatem brzmi „nowe” Blitzkrieg i co chcą nam zakomunikować przez Good Times? Wbrew pozorom, wydaje się, że bardzo wiele. Po pierwsze, determinacja zespołu do ponownego nagrywania i funkcjonowania jest godna podziwu, a ich warsztat przez cały ten czas był szlifowany i podgrzewany. To, że wracają nie jest historią przypadku podobną do Sixto Rodrigueza, tylko spełnieniem woli nieposkromionego ducha artystycznego i woli wspólnego tworzenia. Co prawda nie mamy tu do czynienia z oryginalnym składem w komplecie, ale do tego my jako słuchacze już się nie wtrącajmy. Grunt, że to co słychać brzmi wspaniale, zarówno nowe wersje starych numerów, jak i te, które dopiero teraz oglądają światło dzienne. Słychać ewolucję technologiczną – wystarczy porównać jak dziś brzmi „In Cold Blood” i wszelkiej maści elektroniczne efekty, jakie tworzą brzmienie Blitzkrieg. Jest to zarówno ewolucja, jak i prognoza – oczekiwany nowy longplay będzie brzmieć właśnie tak.

Tak, to znaczy swobodnie i impulsywnie, popisowo i spontanicznie. Good Times brzmi tak, jakby muzycy nagrali ją wspólnie na żywo w studiu, tak jak za dawnych czasów jazzmani i rock’n’rollowcy. A dobrze wiemy, że tak nie było; Good Times to efekt pracy korespondencyjnej, między Polską a USA. Tym większy podziw dla tego niesamowitego efektu. Kolejnym jest witalność i energia – Good Times to nie odgrzewanie kotletów, lecz powrót do przepisu, ale z nowymi składnikami: industrialnymi gwoździami („Elevator”), oraz psychodelicznym sitarem („Good Times”). Każdy z numerów przyjemnie przypomina o korzeniach – np „łobuzerstwie” Oddziału Zamkniętego („Puszka”) czy pierwiastku gotyckim a’la Bauhaus („Remarque”). Ich działa są jednak wymierzone w przyszłość, tą która już dziś zwala się nam na głowy. Każdy z elementów tego brzmienia jest świeży, naostrzony i gotowy do działania. Niby złe czasy, ale skoro dostajemy w nich taką muzykę, to może jednak dobre?


End of content

No more pages to load