Recenzje

2020-01-10
Algiers - "There Is No Year"
Trzecia płyta stacjonującej w Atlancie grupy Algiers ukaże się w piątek 17 stycznia. Już dziś możecie u nas przeczytać obszerną recenzję tego wydawnictwa. 20 lutego zespół wystąpi w warszawskich Hybrydach.
Wykonawca: Algiers
Wytwórnia: Matador Records/Sonic Records
Rok wydania: 2020

Jeśli muzyka jest wizytówką czasu, to słuchając nowego albumu Algiers szybko można nabrać nieufności wobec roku 2020. Zresztą, nie trzeba sięgać do Algiersów – wystarczy otworzyć komputer lub wyjrzeć za okno. Żyjemy w czasach szaleństwa. Jesteśmy skażeni, siedzimy w rozpędzonym pociągu zmierzającym do Przejazdu Kassandry. Nasze dusze trawi technologia, serca znieczulają instynkty pasożytów, a umysły nadwyręża postępująca paranoja i depresja. Cierpimy na chorobę nienawiści, która pcha nas ku pogardzie, wrogości i izolacji. Wrodzony egocentryzm twierdzi, że to świat oszalał, a nie my, a apokalipsę sprowadzi na nas chciwość i krótkowzroczność innych, nie nasza. Podczas gdy w ruch poszły rakiety, gdy Australia płonie, gdy Europa kruszy się, a od kolejnego kryzysu dzielą nas tylko dwa słowa szaleńców, do głosu jak zwykle dochodzi muzyka. Znowu sięgamy po dźwięki niepokojące, skomplikowane, złożone, gotowe wyrażać nasz strach, nerwy i stany lękowe.

There Is No Year przychodzi w doskonałym momencie, albowiem brzmienie które skrywa było pomyślane jako poemat czasu niepokoju, o wielu płaszczyznach – osobiste i społeczne, stanowiące zarówno zapis szmerów w sercach Franklina, Lee, Matta i Ryana, jak i manifest ich kolektywnej artystycznej duszy. Stylowo jest jeszcze ciekawiej niż na obu wcześniejszych krążkach; pozornie to dalszy ciąg tego samego tematu, ale w istocie to otwarcie kopniakiem drzwi do zupełnie innej, wielowymiarowej czasoprzestrzeni. Ich nowy album jest opowieścią, którego bohaterami jesteśmy my sami, zespół Algiers, i reszta świata. To zapis krzyku, jakim dławią się dusze jednostek, którego agresywny tłum „myślących” zombie nie akceptuje. To także spójna, wieloczynnościowa transmisja, która ma dotrzeć z krzepiącym słowem i ogniem do każdego z nas, inspirując bicie serca i radosny blask oczu. To dzieło monumentalne, wykute natchnieniem i pomysłem, zespolone misją i potrzebą.


Styl Algiers od początku polegał na fuzji przeciwieństw. Z jednej strony Franklin James Fisher, który tak jak przed laty Sly Stone ożenił soul i funk z rockiem psychodelicznym. Z drugiej Lee Tesche, jego wizja i twórczy drive, zmierzający do połączenia architektury z moralnością, przyrody z systemem. Są utwory wartkie i agresywne („Hour of the Furnaces”, „Void”), są numery frapujące i melancholijne („Wait For The Sound”, „Repeating Night”), są wreszcie przeboje („Chaka”, „Disposession”). Ale tu nie liczy się iloczyn składników, tylko pierwiastek całości. Czy słychać tu Bena Harpera i Michaela Jacksona? Tak. Czy gra tu psychodeliczny, awangardowy mariaż saksofonu i blachy falistej? Owszem. Czy pełno tu klawiszowych koncepcji i programowania pokręteł, modulacji retro-futuro i innych elektronicznych cudów? Zgadza się. Wszystko opakowane w dynamitowy kolaż Banksy’ego i Stranger Things, „Samobójstwa” Warhola i czerwonych pigułek, Skowytu Ginsberga i demonstracji na ulicach.

W nastroju There Is No Year czai się dystopia i anarchia, czas wiecznej nocy i czuwania, szamanizmu i cyberpunka. Franklin niczym uliczny kaznodzieja wygłasza światu słowa objawienia, którego nikt nie słyszy – albowiem przemawia do ściany swojego zdewastowanego, pokrytego rysunkami obcych twarzy pokoju. W muzyce słychać przyszłość, która właśnie nadeszła: technologiczne fluidy, rockowy gniew i soulowy optymizm. Wszystko idealnie wymieszane, bez podziału na łatki i szufladki. Algiers kreują brzmienie, jakie wyraża ich człowieczeństwo w czasie wyczłowieczenia - w tym pokręconym świecie coraz dłuższych nocy, duszących dni, zdalnie sterowanych ludzi, zniechęcenia, znieczulenia i marazmu. Pędzimy japońską, naddźwiękową strzałą, ale to może być pęd w dół, Aby wołać o ratunek trzeba zrozumieć, że się tonie. Tylko czy strach przed brakiem odpowiedzi nie okaże się silniejszy?

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load