Recenzje

2020-01-20
Eminem - "Music To Be Murdered By"
Zaczyna się rozkręcać karuzela z premierami płytowymi 2020 roku. I już na dzień dobry, z zaskoczenia i bez wcześniejszych zapowiedzi Eminem wydaje płytę. Powtórzył zabieg zastosowany przy wydaniu „Kamikadze” pod koniec sierpnia 2018 roku.
Wykonawca: Eminem
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2020

Płyta wydana. Już zdążyła wywołać kontrowersje. Największą jest nawiązanie w „Unaccommodating” do zamachu w Manchesterze, po koncercie Ariany Grande. Eminem lubi stąpać po cienkim lodzie. Okładka – nawiązaniem do Alfreda Hitchcocka. Na przestrzeni płyty mamy też kilka sampli z nim. Na zakończenie, na początku „Little Engine” oraz na pozycji numer cztery. Trudno się nie oprzeć wrażeniu, że ten z pozycji numer cztery powinien zaczynać całość. Byłaby większa spójność. Ale i tak mamy płynne przejścia między utworami.

Mamy też dźwięki wystrzałów z pistoletu. Mamy łopatę wbijaną w ziemię na początek płyty. Mamy trapy. Trapy, ach te trapy. Jak sobie współczesna muzyka popularna by sobie bez nich poradziła? I mamy gości. A wśród nich znów – tak jak nieco ponad dwa lata temu na albumie „Revival” – Ed Sheeran. Przyzwyczailiśmy się już do duetów Sheerana z Eminemem. Zresztą w zeszłym roku nauczyliśmy się przy okazji „No.6 Collaborations Project”, że Ed jest w stanie stworzyć utwór w kolaboracji ze wszystkimi, dostosowując się do ich stylów muzycznych. Tym razem raper i Sheeran wspólnie występują w „Those Kinda Nights” – utworze poprapowym. Zwracającą uwagę kompozycją jest ponury „Darkness”. A to m.in. dzięki oparciu go na „The Sound of Silence” – klasyku duetu Simon & Garfunkel. Ponadto zawiera w sobie odgłosy strzelaniny i medialne informacje o strzelaninach. Jest nieźle. A na pewno mogło wyjść zdecydowanie gorzej.


W utworach – raz popowo, raz ponuro. Ponura atmosfera ma nam chyba towarzyszyć przez większą część albumu, ale w „In Too Deep” warstwa muzyczna brzmi bardziej romantycznie niż przerażająco. W „Unaccommodating”, gdyby nie dźwięki wystrzałów, przerażenie się przy tym utworze byłoby trudne do osiągnięcia. Z utworów w takiej ponurej otoczce nieźle wypadają „No Regrets” i „I Will”. Rap z popowym zabarwieniem usłyszymy – oprócz „Those Kinda Nights” – także m.in. w „Godzilli” (z udziałem zmarłego w grudniu zeszłego roku Juice WRLD), „Stepdad”, „Never Love Again” czy „Farewell”. Można też wspomnieć w tym miejscu o atakująco-skocznym „Yah Yah”. I o tym, że Eminem dalej potrafi szybko nawijać („Premontion (Intro)”) Z całej płyty najlepiej mi zabrzmiał ładnie płynący, atmosferyczny „Leaving Heaven” z gościnnym udziałem Skylar Grey.

Nową płytę Eminema, a przynajmniej to, jak zabrzmiała w moich uszach, mogę porównać do przeciętnego poziomem meczu piłkarskiego. Momenty są. A poza tym tak sobie leci z paroma momentami bardziej zwracającymi uwagę. Taki przeciętniak.


End of content

No more pages to load