Recenzje

2020-02-10
Mighty Oaks - "All Things Go"
"All Things Go" to ciąg dalszy pięknej historii pod tytułem Mighty Oaks. To kolejny epizod perypetii trójki muzykujących przyjaciół z różnych stron świata, którzy trafili na siebie w Berlinie.
Wykonawca: Mighty Oaks
Wytwórnia: Warner Music Polska
Rok wydania: 2020

Ich trwająca już 10 lat przygoda z muzyką jest jak wciągający serial familijny – niekoniecznie pełna zwrotów akcji, ale krzepiąca i przywiązująca do bohaterów jak „Przystanek Alaska” lub „Cudowne Lata”. 10 lat to wieczność w ułamku sekundy – w mgnieniu oka ze studentów z marzeniami stali się doskonałym i niezwykle lubianym indie-folkowym trio, które wciąż się rozwija. Ich muzyka niesie w sobie uniwersalny przekaz, na przekór dziwnym czasom, trendom i ludziom. Trafia zarówno do serc nieśmiałych nastolatek, jak i wytatuowanych, atletycznych brodaczy. Doskonale odnajduje się w sercu Berlina, Mediolanu, Londynu, jak i tam, gdzie wciąż króluje dzika przyroda. Osią ich twórczości jest klasyczna piosenka, dusza wędrówki i zadumy, wspólnoty, przyjaźni, ludzkich wzlotów i upadków.

Sam fakt, że właśnie wydali trzeci album – a zapału mają na kilka kolejnych - dużo mówi o ich potencjalne. Obserwowanie ich rozwoju jest fascynującym zajęciem: debiutowali doskonałym Howl, czystym indie-folkiem w komplecie z mandoliną, brodami, wełnianą czapką i wiewiórką na ramieniu. Ale już kolejny krążek dał sygnał, że Ian Hooper, Claudio Donzelli i Craig Saunders nie mają zamiaru zamykać się w swoim akustycznym, leśnym otoczeniu; Dreamers wprowadziło wyraźne elementy popowe, bliższe medialnemu dyktatowi. To oczywiście zjeżyło sierść wielu fanów, ale natychmiast po tym, jakby na usprawiedliwienie, zespół wydał własnym sumptem epkę Storm, stricte akustyczną. Zatem, All Things Go mogło pójść w obie te strony – albo wracamy do śnieżnych dolin i lasów Howl, albo bawimy się przy Dreamers w barze na Kreuzbergu. All Things Go, jak można się domyślić, stoi okrakiem pomiędzy tymi brzegami tej samej rzeki – a jednocześnie dokłada własne ja do tej puzzli.


Nie mam wątpliwości, że All Things Go jest najbardziej frapującym z dotychczasowych krążków Mighty Oaks. Już wspomniana epka Storm była dosyć ponura (jak na ich standardy). Natomiast teraz nastał czas regularnej melancholii, począwszy od pierwszej, tytułowej kompozycji – od samego jej tytułu. Jasne, nie wszystkie utwory są takie, chociażby przebojowe, nowoczesne „Forget Tomorrow”, lub „Light the World on Fire”. Ale ogólny wydźwięk krążka jest refleksyjny, elegijny, podsumowujący – „All Things Go”, „Crazy”, „Aileen” czy wręcz niepokojące i zagadkowe „Kids”. Od strony lirycznej, płytę cechuje znacznie wyższa samoświadomość, niż dwie poprzednie. Autor tekstów, Ian, kontynuuje tą samą wędrówkę, którą rozpoczął 10 lat temu; ale po takim czasie spaceru w słońcu i cieple przychodzi czas zmierzchu i chłodu – refleksji i rozrachunku - i to jest właśnie ten moment. Jego autobiograficzny, kronikarski styl pisania nigdy nie był bardziej dojrzały i osobisty, niż teraz.

Ale w kontraście do introspektywnych słów, muzyka poszła zupełnie naprzód, łącząc zdobycze Howl i Dreamers w całość. Za innowacje w brzmieniu odpowiada Claudio – to on wprowadził do brzmienia Mighty Oaks klawisze, pokrętła i automaty. Chociaż pełnią one tu rolę elementów zdobniczych, to jednak są coraz wyraźniejsze i bardziej konkretne. Rzecz dotyczy także całej produkcji, która daleka jest od nagrywania do mikrofonu zbiorczego w chatce w lesie. All Things Go jest pod tym kątem produkcją nowoczesną, ale jednocześnie subtelną i nie nachalną. Mighty Oaks są nadal „sobą” – tzn. trójką kumpli z misją wniesienia do naszego pokręconego świata trochę uśmiechu i radości; ale, tylko i wyłącznie w sposób przekonywujący, szczery i oddany. Właśnie dlatego są tak lubiani, na poziomie osobistym, przez swoich fanów: ich widownia wie, że ci goście nie oszukują i jeśli grają i śpiewają pięknie i harmonijnie niczym inkarnacja Crosby, Stills & Nash – to nie może być z nami aż tak źle.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load