Recenzje

2020-03-04
Wire - "Mind Hive"
Brytyjska legenda post-punka Wire wydała siedemnasty album studyjny. Płytę zrecenzował dla nas Jakub Oślak.
Wykonawca: Wire
Wytwórnia: Pinkflag
Rok wydania: 2020

Wire to prawdziwi bohaterowie muzyki alternatywnej. To ikony bez twarzy, których najbardziej rozpoznawanym „produktem” jest debiutancka płyta Pink Flag. Do bezpośredniej inspiracji ich muzyką przyznaje się połowa Encyklopedii Rocka. Byli protoplastami innego myślenia o muzyce rockowej, w której połączyli surowość punka z artyzmem i innowacją – antagonistycznymi skrajnościami w końcówce lat 70. Są wymieniani jednym tchem obok Television, The Fall, Magazine, Pere Ubu i Gang of Four, jako współodpowiedzialni za to, co nazywamy post-punkiem, nową falą, rockiem alternatywnym, etc. Należą do unikalnego gatunku „ulubionych zespołów innych zespołów”, którzy pomimo swojego statusu do dziś pozostają wierni przyjętej przez siebie drodze. Ich sukces to przede wszystkim szacunek innych, fanów i muzyków, a nie milionowe nakłady reedycji Pink Flag. To niekończąca się metamorfoza i poszukiwanie, stanie na straży sztuki i prawdziwości, bez kompromisów, bez nachalnego spieniężania swojego sukcesu, bez oszukiwania swoich słuchaczy.

I tak już od 17 albumów, Wire wciąż idą dalej, robiąc swoje. Ich nowy album Mind Hive to „po prostu” nowy album Wire – wypadkowa czadu i sztuki, chwytliwych riffów, przestrzennych syntezatorów, piwnicznego rytmu i przemądrzałych słów. Pod kątem stażu i wieku Wire to weterani, a mimo to nowa płyta brzmi świeżo i lekko, pomimo „powagi” tematu – a przede wszystkim jest młoda duchem. Słychać jest, że w twórczym tandemie, jaki nieprzerwanie tworzą Colin Newman i Graham Lewis wciąż drzemie mnóstwo siły, pomysłów, trafnych cięć brzytwą i maźnięć pędzlem. Mind Hive wydaje się czerpać z wielu etapów rozwoju twórczego Wire, którzy co płyta prezentowali się od innej strony; mamy tu zarówno ponurą surowość, niespokojny artyzm, przebojowe ciepło, jak i liryczny nastrój. Doświadczenie Newmana w stricte elektronicznych rewirach nie jest tu bez znaczenia, a zestawienie obok siebie „Be Like Them”, „Cactused”, „Primed and Ready”, „Off the Beach” i “Unrepentant” to akt odwagi i niezależności; a to tylko pierwsza strona tego efektownego krążka. Zatem, co skrywa druga?


Bez udzielania odpowiedzi na to pytanie, dość powiedzieć, że Mind Hive to kolejne punkty do już wysoce imponującego rekordu Wire – a na tym nadal nie koniec. Oni się nigdzie nie wybierają. Ich czwarta młodość trwa w najlepsze (karierę Wire można łatwo pokroić na trzy-cztery okresy), a Mind Hive przychodzi po równie efektownym Silver/Lead. Panowie dbają o kreatywność studyjną i żywotność sceniczną, co budzi podziw zarówno „starych panczurów” w Manchesterze, jak i brodatej młodzieży we Wrocławiu. Tym bardziej, że ich styl w żaden sposób nie dotyka mechanizmów retrospekcyjnych: Pink Flag czy Chairs Missing to albumy historyczne, które przynależały do pewnego czasu i ówczesnej świadomości zbiorowej. A dziś to dziś i chociaż tak lubimy starocie, szczególnie te niszowe, to Wire nam ich nie wciska. Mind Hive to rzecz nowa, świeża i niezwykle witalna. To nie słuchanie i podziwianie przez szacunek za zasługi; to dalszy ciąg drogi płodności i kreatywności, jaka obowiązuje od 2003 i albumu Send, oraz restartu własnego systemu w 2015 przy Wire.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load