Recenzje

2020-03-16
Artur Rojek - "Kundel "
Mamy powrót Artura Rojka. W piątek trzynastego. Tak przekornie. Sześć lat to w muzyce bardzo dużo. A już tyle minęło od solowego debiutu Rojka – albumu „Składam się z ciągłych powtórzeń”. Płyty, która narobiła zamieszania. Była udana i odniosła sukces (podwójna platyna). Długie oczekiwanie zaostrzało apetyt. I wzbudzało pytania, jaki będzie kolejny krok artysty.
Wykonawca: Artur Rojek
Wytwórnia: Kayax
Rok wydania: 2020

Jedną z rzeczy z rubryki „cuda i dziwy 2020 roku” jest tańczący Artur Rojek. Tego niewielu się spodziewało, a tu wyszedł teledysk do utworu „Bez końca” - drugiej zapowiedzi płyty. Utworu, który przywrócił we mnie wyższy poziom ekscytacji nadejściem albumu. Ponownie drugi singiel z płyty ma największy potencjał radiowy na albumie. Sześć lat temu „Syreny”, teraz „Bez końca”. Bardzo udany, skrojony idealnie utwór. Drugim najbardziej przyjemną do radia kompozycją jest tytułowa kompozycja – „Kundel”. Też prosta i dodatkowo z puzonem. Z zaskoczeń – oprócz tańczącego Rojka – mamy też Rojka śpiewającego po niemiecku w „Fur Meine Liebe Gertrude” – kameralnym, z klasycznym posmakiem. Przy zmianie języka śpiewanego tekstu z polskiego na niemiecki pojawia się pytanie w głowie: „Co tu się stało?”.

Inne podobieństwa do pierwszej płyty Artura Rojka. Krótki album? Jest. „Składam się z ciągłych powtórzeń” – 35 minut, „Kundel” – 34. Dziesięć utworów na płycie? Jest. Choć w sumie na „Kundlu” – nie licząc intra i outra – jest osiem kompozycji z tekstem. Jedno przekleństwo na album? Norma wyrobiona. W „Beksie” „wszystko kurwa skręcało”. Teraz w „A miało być jak we śnie” mamy czarnowidztwo: „Wszystkich nas czeka to samo – chujowy hip hop”. W utworze tym refreny (muzyczne, bo tekstowo nie ma tu refrenów) wybijają się na tle nie do końca udanych zwrotek.

Jeszcze jedno bardzo ważne podobieństwo. Ponownie utwory są dziełem trzech osób. Artur Rojek, Bartosz Dziedzic, Radek Łukasiewicz. Tak samo jak sześć lat temu. Ciekawie się robi, gdy zaglądamy do rubryk „muzyka” i „teksty”. Można z nich wyczytać, że Rojek i Dziedzic odpowiadają za warstwę muzyczną, a autorem wszystkich tekstów jest Radek Łukasiewicz. Ciekawie w tym kontekście patrzeć na komentarze w Internecie dotyczące tekstów utworów. Z wywiadów z Rojkiem można jednak odczytać, że utwory w zasadzie są całokształtem pracy całej trójki w różnych aspektach. Lista dzieł współtworzonych przez Dziedzica powiększyła się przez te sześć lat. Np. o „Małomiasteczkowego” Dawida Podsiadły. Klimaty tamtej płyty są odczuwalne na „Kundlu”. Choćby w postaci „Sportowego życia” - pierwszego singla z albumu. Jakoś mnie to oblicze Rojka nie przekonało. Niezbyt się udało w tym konkretnym utworze przełożenie tamtego klimatu na dzieło innego artysty. Próbowałem się zaprzyjaźnić z tym utworem. Nie udało się. Nie odrzuca mnie, ale nie wzbudza we mnie emocji. Na szczęście, słabszego utworu na tej płycie nie ma.


By opisać album w warstwie muzycznej, można użyć trzech określeń: pop, pop alternatywny, elektropop. Brzmienie jest mniej skomplikowane niż na solowym debiucie Rojka. Nie ma takich eksperymentów jak „Kokon”. Najjaśniejsze punkty albumu – po pierwsze: „Bez końca”. Po drugie: „Układ”, czyli kolaboracja Rojka z Pet Shop Boys (tak, znów nawiązania do lat 80. – coś nowego w współczesnej polskiej muzyce, prawda?). Nie da się oprzeć temu wrażeniu, słysząc zwłaszcza zwrotki. Syntezator, chórki, zgrabny synthpop z dodanymi elementami rojkowości. Po trzecie: „W nikogo nie wierzę tak jak w ciebie”. Bardzo, bardzo ładna ballada. Kameralna, oszczędna, momentami balansująca na granicy przesłodzenia. Gdybym miał wskazać utwór, który może namieszać i do tej trójki u mnie prywatnie dołączyć, to jest to utwór tytułowy.

„Kundel” pomyślany jest jako koncept. Najoczywistszym zabiegiem jest pojawienie się „Intra” i „Outra” z elementami lo-fi. Kwestia tego, kto tworzył teksty została poruszona wyżej. Słowa i kwestie poruszane w utworach są bardziej przyziemne niż zazwyczaj u Rojka. Więcej nawiązań do zwyczajności, o której mowa też o opisach płyty, w tekście, który możemy przeczytać w dołączonej książeczce. Ale czy jest bardziej optymistycznie? Niekoniecznie. Np. nawiązania do Czesława Miłosza w „Chwilę błyśniesz potem zgaśniesz” – elektropopowym („coś” po refrenach), niby przyjemnym, ale jednak upiornym walczyku. „Ty pytasz po co nerwy/Dziś sobota czyli dzisiaj masz wolne/Zjesz i zapalisz potem zrobisz sobie zdjęcie/I innego końca świata tutaj nie będzie”. Auć. Niektóre teksty brzmią teraz jakoś inaczej. Ale są też wyznania miłości w „Bez końca” i „W nikogo nie wierzę tak jak w ciebie”. Zwłaszcza w tym drugim takie po prostu urocze („Kochać to za mało/Wciąż cię lubię”).

Artur Rojek na „Kundlu” kontynuuje obieranie kursu na pop. Na pop brzmiący nowocześnie i na czasie. Wyrywa się w tym kierunku, Choć sprawia to, że chwilami balansuje na granicy, jaką rodzi używanie młodzieżowego slangu przez 48-latka (patrz tekst „A miało być jak we śnie”). I niebezpiecznie zbliża się do twórczości innych (wspomniany już Podsiadło). Ale mimo tego wszystkiego, sporo jest na tej płycie po prostu dojrzałości. Chęci zatrzymania się w gonitwie. Czy „Kundel” doskakuje do poprzeczki zawieszonej przez „Składam się z ciągłych powtórzeń”? Po trzech dniach od premiery odpowiedź na to pytanie jest trochę ryzykowna. Tym bardziej biorąc pod uwagę spory odstęp czasu między tamtym albumem a „Kundlem”. W najlepszych momentach na pewno tak. Taka będzie najbezpieczniejsza odpowiedź. Choć warstwa muzyczna brzmi prościej.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load