Recenzje

2020-05-03
Roger O'Donnell - "2 Ravens"
Klawiszowiec grupy The Cure oczarował nas nowym solowym album "2 Ravens" nagranym wraz z Jennifer Pague.
Wykonawca: Roger O'Donnell
Wytwórnia: 99X/10 Records
Rok wydania: 2020

Początki nowej płyty Rogera O’Donnella sięgają grudnia 2016 i powrotu do domu po wybornej, acz wyczerpującej europejskiej trasie The Cure. Tajemniczy klawiszowiec zaszył się wtedy w domu na wsi w Anglii, aby wśród ciszy, zieleni i zwierzyny odtajać fizycznie i psychicznie. Nie po raz pierwszy; to forma terapii, powrotu do równowagi i kreatywności, która zwykle owocuje instrumentalnym krążkiem o ograniczonym nakładzie. Osobiste terytorium Rogera jest odległe od The Cure; to dyskretna muzyka współczesna o powściągliwej aranżacji, celująca w nastrój zadumy i medytacji. Słyszeliśmy to już wcześniej, gdy Roger uraczył nas Love and Other Tragedies oraz Songs from the Silver Box. Tym razem, doszedł śpiew Jennifer Pague, wokalistki zespołu Vita And The Woolf. Dla niej 2 Ravens to także terra incognita; jej domeną są brzmienia syntetyczne, zimne, popowe. Mimo to, połączenie tych światów na bardziej osobistym, domowym terytorium zaowocowało magiczną płytą.


2 Ravens to muzyka kameralna – romantyczna, filmowa, ilustracyjna. Roger za fortepianem, dwie wiolonczele i kwartet skrzypiec, Jennifer przy mikrofonie. Panuje nastrój harmonii i zrozumienia chwili, ale bez popadania w minimalizm; sam Roger zasiada na drugim planie, dyskretnie sterując przebiegiem magicznego przyjęcia. 2 Ravens jest statyczna, lecz malownicza; kontemplacyjna, ale o własnej dynamice i przebiegu. Jest zbudowana z impresji tego, co za oknem i w duszy, lirycznie i intymnie, z dala od oszalałego tłumu i świata. Inspiracją była angielska wieś, ale nagranie odbyło się w Londynie, zamieniając studio w idylliczne schronienie. Jak twierdzi Roger, ta płyta ewoluowała; jego zamiarem był samotniczy, instrumentalny krążek, ale gdy usłyszał śpiew Jennifer, zmienił koncepcję. To krok naprzód w jego pracy solo; już nie terapia i medytacja, ale dyrygowanie zespołem, harmonia i spokój, równowaga dla festiwali i stadionów, do których przywykł przy The Cure.

O tym krążku i solowej pracy Rogera dużo mówi videoklip „The Old Train”, nakręcony na stacjach berlińskiego metra. Ponadto, 2 Ravens ukazuje się w czasie globalnej izolacji, co zapewne jest dziełem przypadku, lecz i tak skłania do postrzegania tej muzyki znacznie uważniej i bardziej osobiście. Samotniczy świat Rogera jest teraz naszym światem; potrzebujemy takiej muzyki, jest ona głosem serc większej ilości osób, zamkniętych w czterech ścianach, czekających na dalszy rozwój wypadków. Takich płyt nie wypada dzielić na kompozycje, ale uważam, że jej druga połowa jest wybitna: najpierw instrumentalne „On The Wing” i urzekające „The Hearts Fall”, a potem podwójny finał z głosem Pague: „Don’t Tell Me” oraz „I’ll Say Goodnight”. Skojarzeń z tym krążkiem mam cały szereg, od późnych dokonań Davida Sylviana, przez Antony & The Johnsons, po Michaela Cashmore’a i jego krążki razem i poza Current 93. Globalna kwarantanna to bardzo dobry czas dla takiej muzyki.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load