Recenzje

2020-05-08
Elektryczne Gitary - "2020"
W ostatnich tygodniach uświadamiamy sobie, jak są nam bardzo potrzebni lekarze. I w tym momencie wychodzi na rynek płyta zespołu z najbardziej znanym lekarzem wśród polskich muzyków i najbardziej znanym muzykiem wśród polskich lekarzy – Kubą Sienkiewiczem. Z prostym tytułem osadzającym utwory i album na osi czasu.
Wykonawca: Elektryczne Gitary
Wytwórnia: SP Records
Rok wydania: 2020

Mocną stroną Elektrycznych Gitar są teksty. I tak jest też tym razem. Są one autorstwa Kuby Sienkiewicza i Piotra Łojka. I – jak można było się spodziewać – wpasowują się w obecny klimat. Jest publicystyka – słysząc „Exit”, trudno nie pomyśleć o kwestii wyjścia z Unii Europejskiej. Celną refleksją o rzeczywistości jest „Najwyższa pora” – jasny punkt płyty, porządny utwór, w którym pasuje i muzyka i tekst. Sporą dawkę gorzkiej ironii mają w sobie „Ludzie chcą wojny” i „Wolność jest straszna”. Nie zabrakło też mniej politycznych i bardziej przyziemnych tematów: mówiącego o Dniu Kobiet „Ósmy trzeci” czy „Realnie” o miłości.

W informacji prasowej zapowiadającej płytę możemy przeczytać, że charakterystyczne brzmienie zespołu zyska „zupełnie nowoczesny sznyt”. I w sporej liczbie utworów zyskało. I przy części z nich trzeba napisać - niestety. Nie jest źle w momentach, gdy ta elektronika nie jest jeszcze strasznie inwazyjna. Niezły „Exit”. Dobry „Kryminał” mający w sobie tajemniczą atmosferę (ładnie się łączą i gitara i saksofon i elektronika) oraz spokojne i trochę jazzujące „W każdym futerale” – dwa dobre punkty płyty. „Podróżnicze sny 2020”(pierwotna wersja na solowym albumie Sienkiewicza „Powrót brata” z 2003 roku) są na granicy. Przyjemnie sobie płyną. Ale są też utwory, w których nazwa zespołu jakoś nie pasuje. Zamiast elektrycznych gitar są elektroniczne dźwięki.


Pół biedy, jeśli da się tego słuchać. Szukanie innowacji to ważna rzecz. Ale elektronika w „Realnie”, „Cuda się dzieją” czy „Pisiej Gągolinie” brzmią tak przaśnie, że aż uszy zaczynają boleć. Ktoś może napisać, że „Pisia Gągolina” to pastisz na disco polo, ale mnie to nie przekonuje, bo to nie jedyne takie użycie prostacko brzmiącej elektroniki. A żeby już wystrzeliło do góry skalę dziwności, mamy jeszcze kolejną „nową” wersję „Dzieci” w oprawie dyskotekowej młócki. Na dokładkę „Człowiek z liściem” w klubowej wersji. Te dwa utwory są bonusami, ale i tak wychodzi z tego odcinanie kuponów. Po co?

Miałem podczas słuchania niektórych utworów wrażenie, że powstały na odwal się. I jeszcze te paździerzowe bity i te bonusy. W sumie wyszedł co najwyżej przeciętny album. Co tu więcej napisać? Szkoda.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load