Recenzje

2020-05-11
Edyta Bartosiewicz - "Ten Moment"
Na nowy album Edyty Bartosiewicz czekaliśmy kiedyś 15 lat, tym razem - "tylko" 7. Nasz recenzent Marcin Knapik sprawdził, jak ta przerwa wpłynęła na formę Artystki.
Wykonawca: Edyta Bartosiewicz
Wytwórnia: Eba Records
Rok wydania: 2020

Cierpliwość to cecha, która bardzo się przydaje w życiu. Swoją cierpliwość sprawdzają w ostatnich kilkunastu latach fani Edyty Bartosiewicz. W 2013 roku, po 15 latach oczekiwania, ukazała się płyta „Renovatio”. Przy tym siedmioletnia przerwa wydaje się jakoś mniej spektakularna. Bartosiewicz zaprosiła do współpracy Bodka Pezdę oraz Sławomira „Dżabiego” Lenarta, byłych muzyków Agressivy 69, w której utworze gościnnie wystąpiła kilkanaście lat temu („Egoiści”). Słyszalnym efektem są elektroniczne wpływy, które oplatają album składający się z dziewięciu kompozycji.

Z „Lovesong” – utworem zaczynającym album mam tak, że jakoś nie zwrócił mojej uwagi, gdy został wydany jako singiel. Ale słucham sobie tej płyty i mnie przekonał i wskazałbym go na jeden z najjaśniejszych punktów albumu. Smutek, ale opatulony transową elektroniką dodającą dynamiczności i rytmu. Zabrzmiał mi ten utwór w głowie. Ten elektroniczny posmak towarzyszy nam przez płytę. W wybijaniu rytmu i takich różnych ubogaceniach w ładnym „Cichym zabójcy”, w klimatycznym, kosmicznym nastroju „Kpt. L.J.”. W drugim z tych utworów tekst też wpisuje się w kosmiczną tematykę.  Jest też trochę hałasu. Ten utwór uzupełnia moją trójkę ulubionych kompozycji na płycie. A szukając hałasu, odsyłam też do „Widzimy się i tak”.


Co do wspomnianego wybijania rytmu, sporo jest na płycie elektronicznej perkusji. Z dwóch kompozycji w luźniejszym nastroju stawiam na „Cyrk” – z kabaretowym zacięciem. Ciekawa refleksja na temat talent show i celebryctwa. Takiemu odbiorowi sprzyja też teledysk, w którym występuje kabaret Hrabi. Polecam go dla poprawy humoru. A skoro już jesteśmy przy tekstach, to jak u Bartosiewicz jest także sporo o miłości, są osobiste refleksje i obserwacje świata. Wracając już do utworów, refren „Małgosi i Pogromców Mitów” jakoś mi pasuje do programów dla dzieci i w ogóle ten utwór zrobił na mnie wrażenie takie sobie. Najsłabszy moment albumu w mojej ocenie.

Trzy ostatnie kompozycje na płycie są za to bardzo "bartosiewiczowskie". Balladowe, powolne i chyba jednak trochę za długie (ponad siedem minut) „Monstrum”. Długość jego trwania stosowna do tytułu utworu. Nastrojowy „Brawo, Syzyf!” – najkrótszy utwór na płycie pojawiający się po najdłuższym przez co brzmi jak miniaturka. I do dopełnienia tej nastrojowej trójki utwór tytułowy – „Ten moment” będący najjaśniejszym momentem albumu. Co jak co, ale ładne ballady pani Edycie wychodzą znakomicie.

Słuchałem sobie „Tego momentu” kilka razy i moje wrażenie jest takie, że to płyta dobra, ale nie wybitna. Nie brakuje na niej momentów przelatujących oraz wydających się zbędnymi. Trochę tego za dużo. Ale generalnie jest dobrze. Edyta Bartosiewicz to solidna firma i ten album jest tego potwierdzeniem.

Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load