Recenzje

2020-05-12
EOB - "Earth"
Gitarzysta Ed O'Brien z grupy Radiohead wydał debiutancką solową płytę.
Wykonawca: EOB
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2020

Ed O’Brien chciał wydać solową płytę już w latach 90-tych; jednak, jak sam przyznaje, każdy lepszy pomysł szedł do teczki Radiohead. Ed jest zawodnikiem drużynowym, nie gra pod siebie, ale potrafi zaznaczyć swoją obecność. To on wspiera wokalnie Thoma Yorke’a, to on „zarządza” brzmieniem ze swojego panelu efektów, to on daje przestrzeń dla popisów Jonny’ego Greenwooda. Jest spoiwem zespołu, ale brakuje mu osobistej przestrzeni. Thom i Jonny doskonale rozwinęli swoją solową działalność, nawet Phil Selway, po cichu, ale regularnie, nagrywa płyty. Earth to płyta gościa, znanego z grania w popularnym zespole, który wreszcie otrzymał należną mu szansę, jako indywidualność.

Ów kompleks był posunięty do tego stopnia, że Ed, kompilując pomysły na Earth, chciał pierwotnie do zadań wokalisty zaprosić Thoma Yorke’a. Jak słusznie uznał jednak, to byłby błąd; dlatego zebrał się na odwagę i wszystko zaśpiewał samodzielnie. Obawy były kompletnie nieuzasadnione, albowiem Ed dysponuje fantastycznym głosem, który już wiele razy sprawdzał się na płytach Radiohead. Gdy jednak Ed przejmuje stery głównego wokalu, zapominamy zupełnie o zespole. Earth w niczym nie przypomina Radiohead, to inna dynamika, nastrój i osobowość. To przestrzeń stworzona celem realizacji pomysłów poza macierzystym zespołem, które zwyczajnie do niego nie pasują.

Kompilacja pomysłów zbieranych latami oznacza, że każdy utwór jest z innej bajki. Earth to radosny krzyk, który usiłuje wyrzucić z siebie wszystko, co Ed nosił w duszy, gdy już dostał taką możliwość. Earth jest lekka, wielobarwna i przebojowa. Obok indie-rockowego hymnu „Shangri-la” odkryjemy złożone „Brasil”, a po folkowym, psychodelicznym „Mass” usłyszymy gorzki, punkowy „Banksters”, oraz taneczny, rave’owy „Olympik”. Earth to podróż, zapiski z drogi, nie mniej pochłaniająca, co jej duchowa inspiracja – Screamadelica. Czy Earth podobnie jak ona zapisze się w historii, jako płyta-symbol? Z całą pewnością, nie. Czy może być ona początkiem nowej, pięknej przyjaźni? Czemu nie.


EOB w żargonie biurowym oznacza „koniec dnia pracy”. Czy w zbiegu okoliczności z inicjałami Eda możemy doszukiwać się podtekstów? Kto chce, to znajdzie. Radiohead znowu zaszyli się w domach, tym razem z konieczności, udostępniając materiały z archiwum dla tych, co na kanapach. Thom cieszy się karierą wziętego autora muzyki filmowej („Suspiria”, „Osierocony Brooklyn”), Jonny jak każdy geniusz jest wiecznie zajęty, Phil robi swoje, a Colin – towarzyszy Edowi na Earth. Czy zespół tym samym bierze głębszy oddech? A Moon Shaped Pool nie rozbił banku, tak jak wiele z ich poprzednich albumów. Czy Earth to jednorazowy „projekt marzeń”, czy też może za nim pójść coś więcej?

Piłka niewątpliwie leży po stronie Eda. Jego sukcesem jest to, że wreszcie stworzył sobie własną przestrzeń, gdzie może komponować i nagrywać do woli i będzie to udane, ciekawe i znajdzie poklask. Czy starczy mu „pary”, motywacji i pomysłów, na płytę nr 2? Za wcześnie, aby to oceniać. Na pewno udowodnił sobie samemu, że potrafi, a fanom dał znakomity krążek do wielokrotnego przeżywania. Słychać jest, ile ten gość nosi w sobie inspiracji i jak wysoce wrażliwym jest człowiekiem. Dzięki Earth można lepiej zrozumieć, ile Ed daje Radioheadowi, zarówno w postaci frapujących, neurotycznych ballad, jak i roztańczonych, inspirowanych 808 State czy Primal Scream bangerów.

Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load